Pszczółkowski komentując publikację stenogramów z akt Prokuratury Wojskowej przez RMF FM powiedział, że "oczekuje w dniu jutrzejszym informacji ze strony prokuratury – jakie jest jej stanowisko w tym przedmiocie. Jak będzie satysfakcjonujące to je przyjmiemy, jak nie to powierzymy badanie tej sprawy innym organom państwa" - powiedział.
- Co do kwestii merytorycznych opublikowanych dokumentów to jest to stek pomówień i odeślę państwa do wcześniejszych publikacji medialnych. Otóż w dniu 13 stycznia 2014 r. stenogram z podobnymi rewelacjami podobnych treści pojawił na jednym z blogów internetowych. Natomiast biegły Artymowicz po wykonaniu kolejnych zrzutów z rejestratora MARS udał się w drugiej i trzeciej dekadzie lutego 2014 do Moskwy. Wniosek jest prosty: treści te nie mają nic wspólnego z wyjazdem tzw. biegłego prokuratury pana Andrzeja Artymowicza z jego nową metodą pozyskiwania tych odsłuchów do Moskwy. Dlatego treści te są znane, choć może nie tak szeroko jak dzisiejsza publikacja RMF – zanim pan Artymowicz wyjechał do Moskwy i zaczął wykonywać swoją pracę dla prokuratury. Dla mnie jest to ewidentne, że ta opinia zrobiona jest pod pewnego rodzaju tezę i zamówienie - mówi mecenas.
- Należy to traktować w sposób bardzo poważny, tak aby wyciągnąć konsekwencje wobec osób, które kpią sobie ze społeczeństwa i naruszają pamięć pilotów i szefa Sił Powietrznych. Dochodzi tutaj wyraźnie do matactw i ta kwestia musi zostać wyjaśniona przez prokuraturę. Jeśli podobne stenogramy pojawiły się miesiąc wcześniej w internecie zanim Artymowicz dotknął się do urządzenia zwanego MARS BM, to wynika z tego, że najpierw były wnioski, a dopiero później badania - podsumowuje Pszczółkowski.