Jeszcze dzisiaj rano informowaliśmy, że negocjacje w Mińsku mogą zakończyć się fiaskiem. Petro Poroszenko w rozmowie z agencją AFP stwierdził, iż "nie ma dobrych wieści". - Stanowisko Rosji jest nie do zaakceptowania - mówił wówczas prezydent Ukrainy.
Sytuacja nagle zmieniła się po kilku godzinach. Władimir Putin jako pierwszy poinformował o podpisaniu porozumienia. Mówił o zawieszeniu broni, wycofaniu ciężkiej artylerii z Donbasu, ale również mówił o konieczności przeprowadzenia reformy konstytucyjnej na Ukrainie, aby "szanować prawa mniejszości". Później wystąpił Petro Poroszenko, który potwierdził zawarcie rozejmu i podał inne punkty porozumienia. Chociażby o uwolnieniu wszystkich jeńców w ciągu 19 dni, a także uwolnieniu pilotki Nadii Sawczenko, ale nic poza tym. Rzekomo wycofane zostaną "obce wojska", ale jakie? Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby separatyści dobrowolnie opuścili Donbas.
Te dwie wypowiedzi początkowo przyjęto niemal entuzjastycznie. Do momentu, aż głos zabrał prezydent Francji. Wówczas okazało się, że porozumienie jest "ogólne" i trwają nad nim prace. Czyli wiele kwestii pozostało dopiero do uzgodnienia.
Najbardziej jednak zaskakuje, że zawieszenie broni ma wejść dopiero w nocy z soboty na niedzielę. Skąd te dwa dni zwłoki. Czy w tym czasie artyleria terrorystów będzie zabijała cywilów?!
Co znamienne - nie będzie żadnego, oficjalnego podpisania dokumentu przez uczestników negocjacji. Bo takiego nie ma?