Dmytro Snegyriow z Obywatelskiej Inicjatywy "Słuszna Sprawa" mówi, że rosyjski konwój ma być ostrzelany pociskami Grad i to ukraińska strona ma być o to oskarżona. Według niego w samochodach z pomocą humanitarną mają być umieszczone nadajniki. Dzięki nim konwój ma zostać skutecznie ostrzelany.
„To dlatego też Rosjanie nie zgodzili się na przeładowanie na granicy pomocy humanitarnej na ciężarówki Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. Do prowokacji ma dojść w okolicy Ługańska. Konwój mają ostrzelać rakietami żołnierze Specnazu” – pisze rmf24.pl.
Działacz „Słusznej Sprawy” mówi, że informacje te pochodzą z przecieków od rosyjskich terrorystów. 12 sierpnia w Krasnodonie miała odbyć się narada, na której był oficer GRU o pseudonimie Nikołaj. Omawiano tam prowokację.
W skład konwoju wchodzi 280 białych samochodów Kamaz. Mają wieźć dwa tysiące ton wsparcia dla mieszkańców regionów Ługańskiego i donieckiego w Ukrainie. Mają tam być m.in. śpiwory, lekarstwa, sprzęt medyczny, agregaty prądotwórcze, konserwy, woda, kasze, sól, i cukier. Rzeczy te pochodzą ze składów Federalnej Agencji Rezerw Państwowych. W ciągu pierwszego dnia pokonały 550 km, dziś mają przejechać taki sam dystans. Ładunek ma trafić na granicę Ukraińsko-rosyjską w obwodzie charkowskim i biełgorodzkim na przejście graniczne Szebiekino-Pletniowka.
Według Zachodu konwój to przykrywka do interwencji wojsk rosyjskich. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża odcina się od rosyjskiej inicjatywy wysłania konwoju z pomocą humanitarną do wschodniej części Ukrainy. „W tej chwili nie mamy z tym konwojem nic wspólnego” – powiedział paryskiemu korespondentowi RMF FM Markowi Gładyszowi rzecznik organizacji Frederic Joly.