Zdobył Pan dwa brązowe medale igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 r. oraz cztery lata później w Montrealu. Dużo brakowało do złota?
Boksowi towarzyszyła ogromna popularność i podczas pierwszych igrzysk sam fakt, że mogłem w nich wystąpić i reprezentować nasz kraj, był dla mnie bardzo ważny. Ja, jeżeli coś robię, to staram się to robić dobrze. Z Mate Parlovem przegrywałem na mistrzostwach Europy, zawsze po zaciętych walkach. W Monachium trafiłem na niego w półfinale, mając świadomość zdobytego medalu, i to mnie zgubiło, gdyż mogłem wygrać. W tej walce całkowicie zeszło ze mnie ciśnienie. Głowa w boksie jest istotnym czynnikiem. Możliwe, że praca z psychologiem byłaby trafnym rozwiązaniem. Na kolejnych igrzyskach w Montrealu przegrałem z Amerykaninem Leonem Spinksem, którego pokonałem w meczu Polska–USA. Nie ukrywam, że był to efekt zbagatelizowania pierwszego przeciwnika i obrażeń, jakie odniosłem podczas wcześniejszej walki. Do pojedynku podchodziłem z wybitymi zębami, bałem się o swoje zdrowie i boksowałem nieco asekuracyjnie.
Dostrzegał Pan podobieństwa miedzy Tomaszem Adamkiem i Andrzejem Gołotą?
Obaj to świetni pięściarze. Miałem przyjemność ich trenować. Każdy z nich wykazywał ogromny zapał do tego sportu. Chłopaki po prostu mają serce do boksu. Od początku widziałem w nich potencjał. Poza tym, że uczyli się schematów bokserskich, to zadawali pytania, doszukiwali się nowych rozwiązań, a to kluczowy aspekt pięściarstwa, co więcej, pasowali również fizycznie do tego sportu.
Dlaczego Andrzej Gołota nie został mistrzem świata w zawodowym boksie?
Jedną z przyczyn była walka z Riddickiem Bowe’em. Nie wiem, dlaczego Andrzej podczas niej zachował się tak lekkomyślnie, uderzając Amerykanina poniżej pasa. Zdaję sobie sprawę z emocji, jakie mu towarzyszyły, mam świadomość, że w takich sytuacjach trudno o racjonalność, lecz od czegoś w ringu jest trener i on powinien czuwać nad przebiegiem zdarzeń. Poza tym treningi, które Andrzej odbywał w USA, stały na bardzo niskim poziomie, brakowało odpowiednich rozmów. To wszystko się nałożyło i mogło mieć wymierny wpływ na całą jego karierę.
Decyzja o przejściu Tomasza Adamka do wagi ciężkiej była słuszna?
Każdy sportowiec chce podnosić swoje umiejętności i osiągać coraz więcej. Nie inaczej jest w wypadku Tomka. Początkowo miał spore szanse, aby coś osiągnąć w królewskiej wadze, lecz z biegiem czasu trudno jest utrzymać kondycję, tężyznę fizyczną na wysokim poziomie. Tomek, wchodząc do wagi ciężkiej, musiał nabrać kilka kilogramów i, co ważne, utrzymać tę wagę. Do tego typu zabiegów stosuje się różne środki, które często sztucznie zwiększają masę organizmu, w konsekwencji mocno go obciążając. Ostatnia walka z Wiaczesławem Głazkowem pokazała, że czas Tomka minął. Rosjanin był świetnie przygotowany do pojedynku, pokazał szybkość i wytrzymałość w ringu. Charakter i serce nie wystarczą w najwyższej wadze, istotne są warunki fizyczne, a tych po prostu Tomkowi nieco zabrakło.
Czy jest szansa, aby któryś z polskich pięściarzy, np. Artur Szpilka, podbił wagę ciężką?
Wątpię, wraz z końcem kariery Adamka i Gołoty te szanse stały się iluzoryczne. Artur ma predyspozycje fizyczne ku zaistnieniu w królewskiej wadze, jednak nie wiem, jak wygląda technicznie, na jakim poziomie stoi jego zaangażowanie. Tego typu obserwacje można podjąć tylko na treningach, w których nigdy z nim nie uczestniczyłem. Boks jest pełen pokus, jak używki itp. Trzeba mieć oczy dokoła głowy i pamiętać o priorytetach, aby uchronić się od nich. Krzysztof Włodarczyk także chce spróbować swoich sił, choć w jego wypadku może się powtórzyć sytuacja Tomka Adamka. Przede wszystkim, jeżeli chcemy cokolwiek osiągnąć w boksie, musimy postawić na szkolenie od najmłodszych lat. Niestety, ręce mi opadają, jak patrzę na przygotowanie fizyczne dzisiejszej młodzieży. Chłopak przychodząc na salę, powinien umieć wykonać przewrót w przód i tył, a często bywa to problemem. Układ jest prosty – rodzic płaci i wymaga, a prawda jest taka, że z pustego to i Salomon nie naleje. Z przykrością stwierdzam, że boks zawodowy w Polsce umiera.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"