Barbara Sobańska mówi, że Justyna nie była od początku zdecydowana na biegi narciarskie. "Początkowo nic nie wskazywało, że Polska będzie miała królową nart. Rodzice Justyny nie wiązali jej przyszłości ze sportem, ona sama była bardzo energiczną dziewczynką i próbowała wielu rzeczy, wszędzie starała się odnaleźć. Przełomem były mistrzostwa Polski juniorów. Decyzja została podjęta w bardzo ciekawy sposób, ponieważ Justyna powiedziała trenerowi Stanisławowi Mrowcowi, że pójdzie do szkoły sportowej, jeśli zdobędzie złoto. Na szczęście dla całej Polski, a przede wszystkim polskich biegów narciarskich, to jej się udało" - zdradza trenerka Kowalczyk.
Sobańska prowadziła Justynę w klasach 1–4 (okres dzisiejszego liceum). Dziś twierdzi, że złota medalistka zawsze była zdeterminowana i uparta: "Justyna przyszła do nas w konkretnym celu, to było widać. Upór i determinacja to cechy prawdziwych mistrzów. Systematycznie i konsekwentnie wypełniała obowiązki. Choć rodzice wielokrotnie jej powtarzali, że może warto zmienić szkołę. Ona nigdy nie narzekała, tylko robiła swoje z jeszcze większym zaangażowaniem".
Pierwsza trenerka Justyny Kowalczyk przekonuje, że w biegach wszystko zależy od ciężkiej pracy. "Biegi narciarskie to bardzo trudny sport, który włożony w niego wysiłek rekompensuje tylko najlepszym. Wyniki przychodzą po przebiegnięciu tysięcy kilometrów i wylaniu hektolitrów potu" - mówi.
Barbara Sobańska uważa także, że kilkanaście lat temu warunki treningowe były lepsze. Podkreśla: "Na pewno było więcej tras. Dzieci miały gdzie biegać, dziś wygląda to zupełnie inaczej – mamy ledwie 1,5 km trasy, stadion został przebudowany i powstała skocznia. Wbrew pozorom to dziś jest trudniej niż kiedyś, brakuje pieniędzy na najistotniejsze rzeczy".
Wywiad z Barbarą Sobańską w "Gazecie Polskiej Codziennie"
Kupujcie elektroniczną prenumeratę "Codziennej"! Pozwoli to nam uniknąć restrykcji ze strony kolporterów