Na początku roku zamurowano wszystkie otwory w pustostanie stojącym w centrum Wrocławia. Dawniej były tam sklepy, do niedawna mieszkali tam bezdomni.
- To, że nagle zabito wejście do tego pustostanu na pl. Wróblewskiego, zaniepokoiło nas po pewnym czasie, gdy się okazało, że Krzysia nigdzie nie ma w jego stałych miejscach. Znajomi z ulicy też nie mieli o nim żadnych informacji – powiedział Andrzej Ptak, pracownik wrocławskiego Towarzystwa im. Św. Brata Alberta.
Gdy streetworkerzy dostali się do zamurowanego budynku ich przypuszczenia się potwierdziły.
- Prawdopodobieństwo, że nie żył, gdy został zamknięty, istnieje. Ale większe prawdopodobieństwo, że był pod wpływem alkoholu, mocno spał, jak tu murowano. Ktoś może tam krzyknął do środka, może chciał nawet sprawdzić, ale to miejsce jest dosyć paskudne... To jest śmietnik życia ludzi i większość osób je omija – stwierdził streetworker.
Prokuratura bada sprawę śmierci mężczyzny.