Jak dowiedział się onet.pl, stołeczny ratusz zamierza zorganizować referendum za pieniądze przeznaczone z tzw. rządowej subwencji drogowej. "To bezzwrotna pomoc finansowa udzielana samorządom przez państwo ze środków budżetowych, z przeznaczeniem na inwestycje związane z komunikacją" - pisze onet.pl.
Nie ulega wątpliwości, że w ten sposób prezydent Warszawy chce zniechęcić mieszkańców stolicy do udziału w referendum. Kwota 2 mln zł jest przecież niczym w porównaniu z kosztem nagród i pensji warszawskich urzędników. Tylko w zeszłym roku - na same nagrody, a nie pensje - Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała 12 mln zł! Czemu więc nie sięgnięto po pieniądze z tego źródła? Takie rozwiązanie sugeruje w rozmowie z onet.pl m.in. Piotr Guział, burmistrz Ursynowa.
- To właściwie kolejny argument, by odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz. Bo jeżeli urzędująca prezydent chce ucinać pieniądze w tak ważnej dla mieszkańców dziedzinie, jaką są drogi, to kolejny dowód na to, że gardzi warszawiakami. To wręcz niegospodarność. Lepiej by było, by Hanna Gronkiewicz-Waltz ucięła premie, które rozdaje swoim urzędnikom i stąd wzięła pieniądze na referendum – powiedział Guział portalowi.
Ostatecznie sprawa finansowania referendum ma zostać rozstrzygnięta 12 września, na sesji Rady Warszawy.