We wrześniu 2012 r. do prezesa sądu okręgowego w Gdańsku, Ryszarda Milewskiego zadzwonił Paweł Miter, podając się za asystenta szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego. Prezes Milewski przekazał datę posiedzenia sądu, na którym miała zapaść decyzja o dalszym areszcie prezesa Amber Gold. Ustalał z rzekomym pracownikiem kancelarii premiera również skład sędziowski gwarantując, że "jest zaufany". W czwartek "Dziennik Bałtycki" którego redaktorem naczelnym był Tomasz Arabski zasugerował, że sędziego Milewskiego należy... przeprosić i przywrócić na stanowisko. W całej sprawie zastanawiająca jest również rola PAP, której prezes, Jerzy Paciorkowski jest przyjacielem Arabskiego. Agencja 15 marca opublikowała rozmowę z rzecznikiem dyscyplinarnym, gdzie autora prowokacji tytułuje jako "Paweł M."
Jak pisała pod koniec lutego "Codzienna", sędzia Milewski od czasu ujawnienia dziennikarskiej prowokacji jest raz na urlopie wypoczynkowym, raz na zwolnieniu lekarskim. Rzecznikowi dyscyplinarnemu, który od 6 miesięcy zajmuje się sprawą, mimo zwolnień Milewskiego udało się już dokonać "przełomowego" odkrycia. Nagranie krążące po internecie w sensie prawnym jest kopią i oryginał ma na swoim komputerze Paweł Miter. - Ta osoba najpierw oferowała, że przekaże biegłym swój komputer, ale potem tego odmówiła, a teraz nie mogę się z nią skontaktować - powiedział w rozmowie z PAP-em sędzia Marek Hibner. Paweł Miter pytany przez portal niezalezna.pl o zarzuty Hibnera, zapewnia że od początku nie sprawiał problemów z udostępnieniem oryginału ze swojego komputera i w lutym tego roku zaproponował rzecznikowi dyscyplinarnemu przekazanie oryginalnego nośnika z rozmową.
- W całej tej sprawie panuje atmosfera odwracania kota ogonem i rozmywania - mówi portalowi Paweł Miter. - Sugerowanie że owe nagranie nie jest prawdziwe, służy życzliwym sędziemu Milewskiemu dziennikarzom. Dostają skrzydeł, kiedy mogą w tekstach podważać moją wiarygodność, a przede wszystkim wiarygodność nagrania. Jest to zachowanie kumoterskie, mające pomóc człowiekowi idącemu w zaparte - dodaje. Jak zapewnia Miter nagranie jest prawdziwe i nie było w nim prowadzonych żadnych zmian montażowych.
Sytuacja przypomina do złudzenia linię obrony innego bohatera trójmiejskiego skandalu korupcyjnego z polityką w tle - Jacka Karnowskiego. Przypomnijmy, że prezydent Sopotu nagrany został przez swojego kolegę biznesmena Sławomira Julke. Na nagraniu słyszymy wyraźnie propozycję o charakterze korupcyjnym. Trójmiejski samorządowiec broni się twierdząc, że zarzuty są bezpodstawne, ponieważ Julke do prokuratury nie dostarczył nagrania na oryginalnym dyktafonie, za pomocą którego zostało wykonane.