Urząd Transportu Kolejowego (UTK) podał wstydliwą statystykę spóźnień na kolei. Okazuje się, że w 2012 r. niemal co trzeci pociąg przyjeżdżał z opóźnieniem. Choć wśród spóźnień dominowały niewielkie, sięgające ok. 5 min, to średnia wynosiła 21 min 48 s. Ogółem odnotowano 405 670 przyjazdów po czasie przewidzianym w rozkładzie jazdy. Można oczywiście powiedzieć, że pasażerowie spóźnionych pociągów i tak byli w lepszej sytuacji od tych, którzy chcieli udać się w podróż koleją, ale ich pociąg odwołano. Według UTK w zeszłym roku na trasę nie wyruszyło ponad 5 tys. pociągów.
"Gazeta Polska Codziennie" poprosiła o komentarz w tej sprawie zwykłych ludzi. – Dojeżdżam koleją do pracy w Warszawie. W ostatnich miesiącach nie zdarzyło się, żeby pociąg odjechał ze stacji punktualnie – opowiada "GPC" pan Wojciech. – Nie rozumiem, jak to możliwe. Wracając do domu, wsiadam na dworcu Warszawa Gdańska. Mój pociąg przyjeżdża na tę stację zwykle z kilkuminutowym opóźnieniem. A przecież wyjeżdża z Warszawy Zachodniej oddalonej od Warszawy Gdańskiej zaledwie o ok. 8 km – dziwi się podróżny. – Od niedzieli, kiedy wprowadzono tzw. korektę rozkładu jazdy, każdy pociąg jest opóźniony ok. 20 min – mówi "Codziennej" pan Jacek z Żyrardowa.
A co robią kolejowi spece od ruchu na torach? Zamiast pilnować każdej sekundy w rozkładzie jazdy, wprowadzają zaskakujące innowacje. W internetowym rozkładzie jazdy przy godzinie odjazdu i przybycia pociągu umieszczają informację o „prognozowanym planowanym przyjeździe”.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"