- Prezentowaliśmy do tej pory próby zbudowania jednorodnej hipotezy, która mogłaby opisać to, co zdarzyło się w Smoleńsku. Żeby materiał był spójny musieliśmy ocenić dane zawarte zarówno w raporcie MAK, jak i raporcie komisji Millera i przyjąć te dane, które miały potwierdzenie z kilku źródeł, żeby były wiarygodne. Okazało się że raport Millera pełen jest przekłamań i ukrytych danych, które musieliśmy z mozołem odtwarzać. Teraz zwróciliśmy uwagę na to, co jest zawarte w samym raporcie i zebraliśmy te wszystkie rzeczy które między sobą omawialiśmy w jedną całość i ocenimy raport Millera dokładnie – tłumaczy prof. Kazimierz Nowaczyk.
Ekspert zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej zwraca uwagę, że w raporcie Millera pojawiają się zwyczajne błędy, w miejscach gdzie można to dokładnie wyśledzić podsumowując poszczególne parametry. Poza przypadkami ewidentnych pomyłek, prof. Nowaczyk wskazuje też na przypadki „intencjonalnego ukrycia pewnych danych”, jak choćby ws. TAWS nr 38, o której pisała „Gazeta Polska”. Tam można było odkryć, że próbowano zakryć prostokątem TAWS 38 tak, żeby na pierwszy rzut oka nie było go w ogóle widać.
- Jest to zrobione nieudolnie, bo można to usunąć. Świadczy to o tym, że zostało to zrobione z pełną premedytacją. Takich rzeczy jest więcej - tłumaczy prof. Nowaczyk.
Kliknij poniżej i zobacz rozmowę Katarzyny Gójskiej-Hejke z prof. Kazimierzem Nowaczykiem:
