Koszulka NIEMIECKO - RUSKA SZAJKA TUSKA Zamów już TERAZ!

Słonie Hannibala i bujanie w obłokach - teksty Pawła Paliwody

Paweł Paliwoda w swoich tekstach łączył wielką wiedzę i erudycję z niezwykłą wrażliwością na krzywdę zwykłych ludzi. Przypominamy dziś fragmenty tekstów naszego zmarłego kolegi.

arch.
Paweł Paliwoda w swoich tekstach łączył wielką wiedzę i erudycję z niezwykłą wrażliwością na krzywdę zwykłych ludzi. Przypominamy dziś fragmenty tekstów naszego zmarłego kolegi.

Niebywałym skandalem jest stalinowska praktyka wykorzystywania przez sądy psychuszek jako środka represyjnego wobec niepotulnych podsądnych. Kontrola NIK-u z 1997 r. ujawniła, że tylko w latach 1995–1997 na przymusową obserwację psychiatryczną skierowano co najmniej 11,5 tys. osób! „Paranoja pieniacza” – pseudonaukowy bełkot, ta jak „pomroczność jasna” – to diagnoza często stawiana podsądnym, którzy zarzucają sądowi stronniczość. (...).
Gdy widzę w telewizorze sędzię odczytującą werdykt w sprawie o podkładzie politycznym, na ogół umiem zgadnąć, co usłyszę. Jak na złość większości takim rozprawom przewodniczy młoda kobieta. Panie świeżo po studiach i aplikacji, bez doświadczenia zawodowego i życiowego, często pod wpływem politpoprawnej propagandy, uważające się za nadludzi. Naburmuszone i obrażalskie przekształcają rozprawy w konkurs wazeliniarstwa. Kogo sędzia polubi, ten ma szansę wygrania. Ci, którzy protestują przeciw stronniczym, a często wręcz idiotycznym zachowaniom sędzi, są przegrani.

„Gwałciciel na wolność, niepokorny do psychuszki”,
„Gazeta Polska”, nr 28 z 11 lipca 2012 r.


Po roku 1989 postępowe media oraz snobistyczne salony zdominowała pogarda wobec przeciętnego, niezamożnego obywatela. Niebywałe, jak się dzisiaj mówi o polskich chłopach i robotnikach. Jakby byli zużytymi robotami do kasacji. (...)
W Polsce 95 proc. podatków od osób fizycznych od lat pochodzi od ludzi najbiedniejszych i skromnych (dwie pierwsze grupy płatników). To oni są najdokuczliwiej prześladowani przez fiskalizm, choć rzadko zdają sobie z tego sprawę – całkowicie zdezorientowani, bezradni. W ideologicznie poprawnej popkulturze robotnicy to mali złodziejaszkowie i pijaczkowie, siedlisko dewocji – tak jak chłopi (czy pamiętają Państwo Kabaret Olgi Lipińskiej, agitatorstwem ustępujący chyba tylko „Szkłu Kontaktowemu”?).

„Manifest w obronie »Bożego prostaczka«” 
portal Teologia Polityczna


Osobnik całkowicie wyzuty z agresji to niezdolny do jakiejkolwiek aktywności, gnijący w łóżku humanoid. Nie ma co ukrywać – uwagi te dotyczą głównie płci męskiej. I nie chodzi tu tylko – ani przede wszystkim – o tłumienie naturalnego popędu, który poddany presji wychowania, naciskowi społecznych nakazów i zakazów ulega „sublimacji” i staje się motorem konstruktywnych działań. Prawdziwa edukacyjna sztuka w tym, aby agresji całkowicie nie „sublimować” ani w nic nie przekształcać, ale inteligentnie nią pokierować. Oczywiście coś w rodzaju freudowskiej sublimacji wydaje się w procesie wychowania i edukacji niezbędne, aby naturalna męska agresja nie przerodziła się w pospolite chuligaństwo, zakapiorstwo albo wręcz w okrucieństwo czy bandytyzm. A do tego właśnie prowadzi lewacka ideologia „samorealizacji” i odrzucania kulturowych norm.
„Edukacja antytestosteronowa”
„Nowe Państwo”, nr 4 (74)/2012


Widziałem ostatnio w telewizji znanego socjologa, który w kilkuminutowym wywiadzie pięciokrotnie użył określenia „naród polityczny”. Ściśle w znaczeniu oświeceniowym. To ten sam obywatel, który niegdyś podczas wykładu próbował studentce zerwać z szyi łańcuszek z krzyżykiem. Notoryczne używanie szerzącego się w zastraszającym tempie pojęcia „naród polityczny” jest wybiegiem polegającym na przesunięciu znaczeń. „Naród” w tradycyjnym znaczeniu zastępuje się treścią wręcz przeciwstawną. Trąbiąc w kółko studentom na uczelniach i ludziom przed telewizorami „naród polityczny, naród polityczny”, lewizna stara się odzwyczaić Polaków od polskości – od tego wszystkiego, co zawiera tradycyjne pojęcie. W tym samym kierunku zmierza większość modnych teorii filozoficznych, socjologicznych czy politologicznych. W ten sposób „wykorzenia się” narody. Dokonuje „dekonstrukcji” archaicznych jakoby pojęć i nawyków myślowych. (...).
Ciekawe. III RP rozpoczęła się niemal dokładnie w dwieście lat po inicjującym rewolucję we Francji ataku na Bastylię. Może naprawdę historia kołem się toczy? W Polsce po 1989 r. neomarksistowskie i quasi-liberalne elity dążą do stworzenia z narodu polskiego narodu politycznego. Tu nie chodzi o żadne unowocześnienie. Gra toczy się o wynarodowienie Polaków.

„Modernizacja w cieniu gilotyny”,
„Gazeta Polska”, nr 29 z 20 lipca 2011 r.


Fakt, że w Polsce w miejscach publicznych wciąż istnieje wiele symboli komunizmu, nie jest tematem zastępczym. Współkształtują one bowiem świadomość społeczną, tworząc wokół czerwonego totalitaryzmu aurę przyzwolenia.
Legitymizują zarówno paskudną ideologię, jak i jej krwawych przedstawicieli. Rozpoczęty po 1989 r. proces debolszewizacji i desowietyzacji sfery symbolicznej uległ za obecnych rządów odwróceniu. Znaki minionej ponoć epoki nie tylko nie znikają, ale są konserwowane. W różnych formach pojawiają się nowe. Zjawisko to odzwierciedla serwilistyczny stosunek PO-wskiej władzy wobec coraz bardziej imperialnej polityki Rosji.

„Releninizacja Polski”
„Gazeta Polska Codziennie”, nr 188 z 20 kwietnia 2012 r.


Hierarchia Kościoła musi zebrać siły, wzmocnić je personalnie i zabrzmieć potężnym głosem, broniąc chrześcijańskiego stanowiska. Na Jasną Górę pielgrzymuje rocznie 4,5 mln osób. Naród polski jeszcze istnieje. Zamiast grać na przeczekanie i przepraszać za wszystko, liderzy polskiego Kościoła muszą się przebudzić albo ustąpić miejsca bardziej stanowczym kapłanom. W przeciwnym razie Kościół rzymski podzieli los kościołów zachodnich. Uschnie. Nie ma się co naiwnie uspokajać, że chrześcijaństwo da się jakoś pogodzić z tą paskudną wersją liberalizmu, jaka zapanowała w Polsce. Nie ma jak, nie ma z kim i nie ma po co.
„Wojna z Kościołem nieunikniona!”,
„Gazeta Polska” nr 48 z 30 listopada 2011 r.


To fakt, że kobieta jest „ptasio-roślinna” (Miłosz). Bliższa niż mężczyzna żywiołom przyrody. Mężczyźni zmagają się raczej z tematami ogólnymi: jak państwo, świat czy kosmos. I mają z punktu widzenia kobiet „dziwaczne” pasje. Czy kobiety np. dałyby się posiekać za unikatową płytę Pink Floydów? Jeśli ich mężczyzna pochwali się taką cudowną zdobyczą (na którą wydał fortunę), może co najwyżej wysilą się na słówko aprobaty. Ale będąc między sobą, pukają się w czoło. Nasze priorytety pobłażliwie nazywają „bujaniem w obłokach”. Preferują osławiony „zmysł praktyczny”. A może jest tak, jak w piosence: „Skradł jej całusa, ona mu zegarek”? Mówi się też, że kobiety, nawet stojąc już na ślubnym kobiercu, marzą o tym, żeby znowu się zakochać. Istoty do bólu pragmatyczne czy kochliwe romantyczki? Kiedyś koleżanka powiedziała mi: „Gdyby na Ziemi nastał dzień mówienia prawdy, mężczyźni bardzo by się zdziwili, co kobiety sądzą o nich i o sobie”. Po czym dodała: „Mężczyźni to taki ginący podgatunek”. Wstrząsające! A kto ma mówić kobietom, że są piękne i że nie można bez nich żyć? Miś Yogi? A jeśli u bram pojawi się kolejny Hannibal, aby się go pozbyć, nie wystarczy kobiecy zachwyt: „Och, jakie piękne przywiódł słonie!”. Wtedy przyda się zniesławiany testosteron. Trzeba przyznać, że nawet analitykowi trudno jest ściśle ująć istotę kobiecości. Ale badania nad nią muszą trwać!
„O naturze miłości – z okazji walentynek”
„Gazeta Polska Codziennie”, nr 131 z 13 lutego 2012 r.


Co to jest szynka? „Mięso tylnej części wieprza; wędlina z tego mięsa” – taką definicję podaje „Słownik języka polskiego”. A jaką definicję podają sprzedawcy w sklepach? „O, to, co pan widzi”, czyli kilkanaście lub kilkadziesiąt wyrobów mięsnych ze słowem „szynka” w nazwie leżących w sklepowej lodówce. Często w takiej sytuacji kategorycznym tonem mówię: „Chcę kupić prawdziwą szynkę, tj. przygotowane do spożycia w formie wędliny mięso z pośladków wieprza, a nie utwardzoną mieszaninę wieprzowych i wołowych odpadków, soi i tłuszczu. Gdzie tu jest prawdziwa szynka?”. O dziwo, najczęstszą reakcją sprzedawców w stołecznych sklepach jest bezradne rozłożenie rąk. „Nie ma” – odpowiadają szczerze albo nieszczerze – „Nie wiem, jest to, co widać”.
Ta druga odpowiedź to klasyka PRL-u.

„Jemy sfałszowaną żywność”,
„Niezależna Gazeta Polska”, nr 42/2009

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wideo