Wczoraj Piechociński i Tusk też ogłosili, że na ty są od dawna i blisko się kolegują. Prysł wizerunek nowego szefa PSL-u, puszczającego oko do tradycyjnego, religijnego, patriotycznego i niezadowolonego z rządów Tuska elektoratu. Ponieważ Waldemar Pawlak nie dał mu się obsadzić w roli tego niedobrego – człowieka Tuska i podał się do dymisji, sam Piechociński musiał wejść do rządu. Wszak trwanie koalicji, czyli posadki chmary wiejskich aparatczyków są najważniejsze.
PSL porównywane jest często do arbuza – na zewnątrz zielonego, w środku czerwonego. Nowy wicepremier od starego różni się tym, że jest faktycznie zielony, gdy chodzi o doświadczenie w zarządzaniu – nigdy nie był nawet wiceministrem. Dlatego też w roli „pana premiera", jak tytułował go Tusk, wyglądał trochę jak zielony ludek z kosmosu.
