Szef BOR-u dzisiaj rano był gościem TVN24 , na którego antenie opowiadał o ochronie najważniejszych osób w państwie, w związku z wczorajszymi rewelacjami o prowokacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wobec Brunona K. Mając okazję na zadanie kilku pytań szefowi BOR-u przed siedzibą telewizyjnej stacji na Janickiego czekał reporter "Gazety Polskiej Codziennie". Już krótka wymiana zdań z jego asystentem pokazała, że nie będzie to łatwe. Gdy się dowiedział jaką redakcję reprezentuje dziennikarz, zasugerował wysłanie pytań mailem, bo rozmowa będzie niemożliwa. Pomimo to czekaliśmy...
Gdy Janicki wreszcie się pojawił padło pierwsze pytanie. O jego zeznania, w których miał przedstawić rzekomą relację płk Jarosława Florczaka, jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej. Szef Biura Ochrony Rządu wyraźnie się zdenerwował.
- Ale zeznawałem nie dla gazety, prawda - tylko tyle zdołał powiedzieć.
Nasz reporter próbował dociec również dlaczego Janicki podczas zeznań złożonych w prokuraturze rozpowszechniał plotki o kłótni generała Andrzeja Błasika i pilotem Arkadiuszem Protasiukiem, która tak naprawdę nigdy nie miała miejsca. Słysząc to pytanie szef BOR ukrył się w samochodzie i natychmiast odjechał.
Co ciekawe, kilkadziesiąt minut wcześniej na antenie TVN24 był bardziej rozmowny. Mówił nawet o sprawdzaniu 10 kwietnia 2010 roku samolotu TU-154M. Ale prezenter tamtej stacji unikał pytań, które postawiłyby Janickiego w trudnej sytuacji. Umożliwił za to szefowi BOR wygłaszanie autoreklamy.
