Palikot co chwila podnosi rękę i krzyczy: „ja, ja”, Miller nie chce spotkać się z Pawlakiem, by pokazać PO, że SLD jest zawsze gotowe do koalicji. Gdy Tusk miał problem z tzw. reformą emerytalną, to jego sojusznikiem okazał się właśnie Palikot, kiedyś przecież wiceszef klubu PO w Sejmie. Gdy trzeba uderzyć w PiS, politycy SLD i RP ścigają się, żeby odciążyć PO. W najlepszym razie od tej łże-opozycji słyszymy, że „PO złe, ale PiS też złe albo jeszcze gorsze”. Tusk, mając taką lewicową i liberalną opozycję może tylko zacierać ręce.
Premier wie, że najbliższe wybory przegra z kretesem. Liczy jednak na to, że - jak stało się w ostatnich latach w Czechach i na Słowacji - utworzy rząd poza zwycięskim ugrupowaniem, czyli PiS. Dlatego teraz inwestuje po cichu w relacje z Millerem i Palikotem.
Zróbmy wszystko, aby te plany przegranych polityków się nie powiodły.
