17 kwietnia 1943 r. polski poseł w Szwajcarii zwrócił się do Czerwonego Krzyża z prośbą o wysłanie do Katynia komisji, która miała zbadać miejsce zbrodni. Czerwony Krzyż zaproponował, by byli to naukowcy z krajów neutralnych – Szwajcarii, Szwecji i Portugalii. W odpowiedzi Moskwa zarzuciła Polsce, że żądanie to dowód na to, jak wielkie wpływy w jej rządzie mają… prohitlerowskie elementy. Notę o podobnej treści wydał Wiaczesław Mołotow. Powstanie komisji zablokowano. Prorządowe media oburzają się, gdy zestawiamy Katyń ze Smoleńskiem. Władze robią jednak wszystko, by to porównanie było uprawnione. Skoro zwłok nie może zbadać bezstronny ekspert, to znaczy, że władza – jak niegdyś Sowieci – ma coś do ukrycia. Istnieje jednak pewna różnica. W 1943 r. Polska była pod okupacją, ale na emigracji miała rząd, który walczył o jej honor. Dziś to rząd Tuska i polscy prokuratorzy wcielają się w skórę Mołotowa.
