Ale czy nie jest tak, że wobec eksplozji zainteresowania „stadionowych bandytów" rtm. Pileckim „Wyborcza" próbuje przykryć swój – łagodnie mówiąc – zniuansowany stosunek do polskiego patrioty? Bo choć rotmistrz po 1945 r. nie nastawał na nową władzę z bronią w ręku, tak jak „Ogień" czy „Łupaszka", a szczególnie ci „mordercy" i „antysemici" spod znaku NSZ i NZW, to przez sam fakt politycznego oporu wobec sowieckiego zniewolenia był podejrzany. Bo przecież Polska została wyzwolona przez Bierutów, Bermanów, Romkowskich, Michników...
Bo gdyby „tylko" walczył z Niemcami, „tylko" poszedł dobrowolnie do Auschwitz, „tylko" jako pierwszy pisał raporty o Holokauście, wszystko byłoby OK. Ale on wobec „wyzwolicieli", czyli drugich, sowieckich okupantów, też zachował niezłomną postawę. W czasie śledztwa w areszcie przy ul. Rakowieckiej oprawcy „przekonywali" Pileckiego, aby namawiał do ujawniania się żołnierzy niepodległościowego podziemia. Tak jak zrobił to płk Jan Rzepecki, kierownik Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej w czasie niemieckiej okupacji, a po „wyzwoleniu" założyciel i pierwszy komendant Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość". Po niespełna 24 godz. spędzonych w mokotowskim areszcie Rzepecki ujawnił organizację i wszystkie jej tajemnice: archiwa, pieniądze, drukarnie, radiostacje. Wielu ludzi trafiło wtedy za kraty. Dziś nie ma wątpliwości, że Rzepecki nie był torturowany. W liście do Franciszka Niepokólczyckiego (następnego komendanta WiN-u) napisał: „Jest to wyjście jedyne, a zarazem korzystne, gdyż władze bezpieczeństwa rzetelnie dotrzymują obietnicy, że kto wezwania naszego do ujawnienia usłucha, ten nie będzie odpowiadał za swoją dotychczasową działalność i ani na chwilę nie będzie pozbawiony wolności – oczywiście z wyjątkiem tych, którzy przez swoją niemoralną i występną działalność wpędzili nas w takie położenie". Rzepecki – doświadczony konspirator – nie wiedział, że tym „niemoralnym" może się okazać każdy?
A co Pilecki na takie dictum? Bezpieczniakom odpowiedział: „Rzepeckiemu za to, co zrobił, prawdziwi patrioci naplują w twarz". Rotmistrz współpracy odmówił, został więc najpierw został zmaltretowany, a potem zamordowany. Czy ktoś taki może zostać bohaterem „Wyborczej"? Inaczej niż Rzepecki, który nie tylko uratował skórę – w 1956 r. wyszedł na wolność, a potem za cenę obecności na salonach poparł Gomułkę. Dziś, jak gen. Ścibor-Rylski, poparłby Platformę? Takie apele o ujawnianie się w 1945 r. i niebuczenie w 2012 r. są przez „elity" PRL-u i PRL-bis doceniane. Wystarczy wpisać się w klimat władzy, swoim przykładem – przykładem pożytecznego idioty – wmawiać nam, jak skomplikowane i niejednoznaczne są polskie losy i wybory. Dlatego to Rzepecki i Rylski będą pupilkami salonu, a nie Kuraś, Szendzielarz, Pilecki.
A jeśli już „GW" zajmuje się Pileckim, to w taki oto sposób: „Nie wiem, jak tego człowieka ukarać", „Przecież wiadomo, że nie tylko on zamordował mojego ojca", „Dziś jest starym człowiekiem" – to słowa o człowieku żądającym kary śmierci dla Pileckiego, prokuratorze Czesławie Łapińskim, wypowiedziane przez Zofię Optułowicz-Pilecką. „Wyborcza" natychmiast to podchwyciła. Tylko że przed udarem mózgu córka rotmistrza nie miała wątpliwości, że WSZYSTKICH winnych mordu na jej ojcu należy osądzić. Dobrze pamiętała, że prokurator na sali sądowej był wyjątkowo zajadły, ział nienawiścią. Pamiętała, jak po ostatniej rozprawie, na której Pilecki dostał karę śmierci, mama Maria odnalazła Łapińskiego i prosiła go o pomoc. Ten odpowiedział: „Pani mąż to wrzód, który trzeba wyciąć".
Teraz wnuczka Pileckiego na tych samych „przyjaznych" łamach odbiera kibicom prawa do Pileckiego. Że to oni zawłaszczają dziadka, a nie np. ludzie z Czerskiej, których związki z wyklętymi są trudne do udowodnienia. Jak co roku buczą na Powstanie, podważając jego sens, a na Powązkach znów ich nie widziałem. Przy pomniku Gloria Victis spotkałem za to wielu „kiboli" Legii Warszawa. Oni nie tylko rocznicowo zapalają lampki, ale w ciągu roku dbają o kwatery bohaterów. Naszych bohaterów narodowych.
Autor jest publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu", twórcą książki „Bestie" o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych.
