Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Ekspert Millera szkaluje pilotów Tu-154

"Tutaj mamy do czynienia z załogą, która nawet nie jest w stanie wykonać poprawnie procedury odejścia na drugi krąg.

Autor:

"Tutaj mamy do czynienia z załogą, która nawet nie jest w stanie wykonać poprawnie procedury odejścia na drugi krąg. Mamy do czynienia z załogą, która fałszuje dokumenty, mówiące, jakie minima posiada, mówiące o tym, czy zostało wykonane sprawdzenie umiejętności pilotażowych" - powiedział w Radiu Zet o pilotach Tu-154 Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jednocześnie stwierdził, że ekspertyzy MAK są dla niego równorzędnym dowodem jak badania ekspertów z Krakowa.

Tłumacząc się z kłamstwa, polegającego na przypisaniu jednego z głosów gen. Andrzejowi Błasikowi, Maciej Lasek powiedział: Dla mnie równorzędnym dowodem jak dowód wykonany przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne, czy ekspertów z Krakowa, jest również ekspertyza MAK. Żadna z tych ekspertyz nie wyklucza obecności osób postronnych w kabinie wtedy. 

Lasek z pogardą odniósł się także do naukowców z USA, prezentujących odmienny pogląd na katastrofę niż on sam i "specjaliści" z MAK: Ja się spotykam z wieloma ekspertami, którzy racjonalnie podchodzą do badania tego wypadku. Eksperci zespołu Macierewicza nie należą do tej grupy. Jeżeli pomija się oczywiste fakty, w jaki sposób doszło do tego wypadku, jeżeli pomija się obciążenia skrzydła samolotu w końcowej fazie i ich wpływ na to, jak może zostać urwane skrzydło, to dyskusja na tym poziomie, moim zdaniem, nie ma sensu. 

A o pilotach Tu-154 powiedział: Czytaliśmy, kiedyś był publikowany w którejś z gazet wywiad z pilotem Air Force One i tam są najlepsi z najlepszych, a tutaj mamy do czynienia z załogą, która nawet nie jest w stanie wykonać poprawnie procedury odejścia na drugi krąg. Mamy do czynienia z załogą, która fałszuje dokumenty, mówiące, jakie minima posiada, mówiące o tym, czy zostało wykonane sprawdzenie umiejętności pilotażowych.

Przypomnijmy, że Komisja pod przewodnictwem Jerzego Millera, w której zasiadał Maciej Lasek, jest chyba jedyną w świecie, która badała katastrofę bez posiadania kluczowych dowodów. Nie sprowadzono do Polski i nie przebadano w polskich placówkach naukowo-badawczych ani wraku, ani oryginałów czarnych skrzynek. Zapisy rozmów w kokpicie oparto na ustaleniach Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego - nie zawahano się przy tym dokonać fałszerstwa, przypisując wbrew biegłym jeden z głosów generałowi Andrzejowi Błasikowi. Komisja nie posiadała części dokumentów z przeprowadzonych jakoby w Rosji sekcji zwłok, nie wyjaśniła też różnic i sprzeczności z ich identyfikacji.

Zespół Millera przez 15 miesięcy nie zdołał ustalić, co się stało z jednym z kluczowych dowodów w sprawie – nagraniem wideo z wieży w Smoleńsku, które pozwoliłoby sprawdzić, jak przebiegała praca kontrolerów tuż przed katastrofą (zapis w tajemniczy sposób został utracony, a Rosjanie stwierdzili w raporcie MAK, że „analiza wykazała brak wideozapisu z powodu skręcenia przewodów pomiędzy kamerą a magnetowidem”).

Eksperci ministra nie dociekali też, dlaczego dziwnym trafem nie odnaleziono na miejscu katastrofy – choć nie była to przepastna głębia oceanu – rejestratora lotu K3-63. Na str. 62 raportu Millera napisano, że „rejestrator K3-63 jest rejestratorem eksploatacyjnym przeznaczonym do rejestracji parametrów: czasu, wysokości barometrycznej, prędkości przyrządowej, przeciążenia normalnego (pionowego). Zapisane dane wykorzystywane są do wykonania szybkiej analizy parametrów lotu, kiedy nie ma dostępu do urządzeń umożliwiających analizę parametrów z systemu MSRP lub rejestratora ATM-QAR”. Rejestrator K3-63 nie został odnaleziony, choć ma większe rozmiary niż inne rejestratory i skrzynka ATM, i powinien znajdować się w opancerzonym zasobniku pod podłogą w kabinie pasażerskiej.

Co więcej - przebieg ostatnich sekund lotu Tu-154 eksperci Jerzego Millera określili głównie na podstawie zupełnie niewiarygodnych zdjęć Rosjanina Siergieja Amielina. Choć Polacy mieli rzekomo swobodny dostęp do miejsca katastrofy, po wykonanych przez polskich specjalistów fotografiach drzew, które ścinał samolot, nie ma ani śladu.

Kim jest autor fotografii, ważniejszych – jak wynika z raportu Millera – niż oryginały czarnych skrzynek, sekcje zwłok czy badanie wraku?

Siergiej Amielin zasłynął publikowanymi w internecie zdjęciami ze Smoleńska i wykonywanymi na ich podstawie analizami, ukazującymi rzekomą trajektorię Tu-154. W książce pt. „Ostatni lot” omówił szeroko tylko te hipotezy, które są wygodne dla Rosjan. O pracy kontrolerów Amielin napisał np.: „Chcę tu mocno podkreślić, że działania kontrolerów nie spowodowały katastrofy!”.

W „dziele” Amielina znalazły się też fragmenty broniące honoru putinowskiej Rosji: „Wielu Polaków postrzega Rosję jako »imperium zła«, w którym o wszystkim decyduje wszechpotężne KGB. A przecież rzeczywistość od dawna jest inna i najlepszym tego dowodem jest stosunek większości społeczeństwa rosyjskiego i najwyższego kierownictwa dzisiejszej Rosji do sprawy katyńskiej”. Autor wyraził też zaufanie do Tatiany Anodiny: „Uważam [...], że strona techniczna sprawy zostanie zbadana bardzo rzetelnie. Do tej pory nie było podstaw, by zarzucać MAK stronniczość”.



Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane