"W dniu 15.05.2026 r. ok. godz. 13.44 na ul. Wiktorskiej w Warszawie w trakcie interwencji wbrew obowiązkowi nie udzieliła umundurowanym funkcjonariuszom Policji upoważnionym z mocy ustawy do legitymowania co do ustalenia tożsamości własnej" - czytamy w wezwaniu, do którego dotarł portal.
Chodzi o sytuację, do której doszło niemal miesiąc temu, gdy siedziba Telewizji Republika, jej dziennikarze oraz pracownicy stali się ofiarami kilkudniowej serii fałszywych alarmów, które dotyczyły wezwań służb mundurowych. Powodem wizyt służb mundurowych - straży pożarnej, ratowników medycznych i policji były nieprawdziwe zgłoszenia o wystąpieniu pożarów lub zagrożeniu życia lub zdrowia małoletnich.
Na takie wezwanie powoływali się funkcjonariusze, którzy wtargnęli do mieszkania prezesa stacji Tomasz Sakiewicza. Drzwi otworzyła im wtedy jego asystentka, która po tym, gdy policja przeszukała mieszkanie, skuli ją kajdankami, a następnie wyprowadzili na ulicę. Na nagraniu sporządzony przez prezesa stacji widać, że mającej ręce skute z tyłu kobiecie policjanci kazali sięgać do zawieszonej na wieszaku kieszeni ubrania w celu wyjęcia dokumentów.
Mimo to policja długo twierdziła, że nikt nie został zatrzymany. Po przeszło dwóch miesiącach okazało się, że został sporządzony protokół zatrzymania asystentki prezesa TV Republika. Wyłania się z niego szereg sprzeczności - wiele szczegółów nie zgadza się ze stanem faktycznym.
O swoim zatrzymaniu na antenie Telewizji Republika zdecydowała się powiedzieć osobiście Aleksandra Sheybal.
Po kilku tygodniach od interwencji otrzymała wezwanie do stawienia się na komisariacie policji. Podkreślono, że może złożyć wyjaśnienia na piśmie. Dołączono jednak "pouczenie o prawach i obowiązkach osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do sporządzenia przeciwko niej wniosku o ukaranie".
Przytoczono także przepisy, z których wynika, że ma obowiązek informowania policji o zmianie miejsca zamieszkania i pobytu trwającego dłużej niż 7 dni "oraz stawienia się na wezwanie tego organu pod rygorem zatrzymania i przymusowego doprowadzenia".
Do sprawy odniósł się także sam Sakiewicz, który umieścił komentarz w tej sprawie w mediach społecznościowych.
Przed chwilą policja wezwała moją asystentkę w sprawie przeciwko niej, w związku z tym, że będąc skuta kajdankami nie pokazała im dowodu. Nawet komuniści nie byli takim idiotami. Zaraz wrócą dowcipy o milicjantach…
— Tomasz Sakiewicz (@TomaszSakiewicz) June 12, 2026