W programie „Jeden na jeden” na antenie TVN24 Magdalena Merta wspominała wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r. Wdowa po byłym wiceministrze kultury podkreślała, że nadal oficjalnie nie wiadomo jaka była przyczyna śmierci ofiar katastrofy smoleńskiej.
- Bronię się przed myślą, że mój mąż został zamordowany. Takie myślenie podwaja cierpienie związane ze śmiercią i z odejściem (...) Staram się nie myśleć o tym w ten sposób, ale po tym, co wiemy dziś, po ekshumacjach i tych strasznych informacjach o bezczeszczeniu zwłok, tępej nienawiści i pogardzie, z jaką traktowano ciała, rozumiem ludzi, którzy mają takie domniemania. Rozumiem, jak bardzo jest to trudne. Możemy się różnić w przypuszczeniach, czy zginęli przez przypadek, czy zostali zabici, ale nikt z nas nie chce się dowiedzieć, że zostali zabici. To gorsze niż usłyszeć, że była to śmierć przez przypadek – tłumaczyła Merta na antenie TVN24.
Wdowa po byłym wiceministrze kultury oświadczyła, że nie ma wątpliwości, że to Rosjanie zabili uczestników delegacji do smoleńska 10 kwietnia 2010 r.
- Nie mam wątpliwości, że Rosjanie ich zabili, mam tylko wątpliwość, czy zrobiono to celowo – tłumaczyła Magdalena Merta.