Premier Donald Tusk nie widzi możliwości obniżenia akcyzy, by mogły spaść ceny paliw. Budżet państwa jest bowiem dziurawy jak ser szwajcarski. Szef rządu nawołuje koncerny paliwowe, aby nie zawyżały cen. Sam zaś rozkłada ręce i mówi, że jedyna nadzieja na obniżki tylko w mocnym złotym.
– Jeśli kurs się zachwieje, to ceny na stacjach benzynowych znowu poszybują. Kierowcy ujrzą paliwo za 6 i więcej złotych za litr – mówią specjaliści od rynku paliw. Na dodatek dostrzegają nowe źródło zagrożenia, którym jest embargo na ropę z Iranu. Państwa UE właśnie się porozumiały w tej sprawie. W odwecie za irański program atomowy wprowadzają zakaz zawierania przez członków UE nowych kontraktów na ropę z Teheranem.
Przed wyborami rząd nie obniżył akcyzy. Jednak dziwnym trafem ceny paliw nagle spadły do poziomu 5 zł najpierw w sieci Orlenu, a potem Lotosu, aby po wyborach znowu podskoczyć.
Jeśli obecny protest sztucznych kolejek przez kilkakrotne wlewanie paliwa za 1 zł, jedzenia hot dogów, picia kawy, by przedłużać tankowanie, nie przyniesie skutków, kierowcy z Polskiej Inicjatywy Obywatelskiej zaczną blokować ulice miast, trasy szybkiego ruchu i autostrady oraz dojazdy do koncernów naftowych w całej Polsce. Co więcej, jeśli standard życia w kraju się nie poprawi, zorganizują blokady autostrad i tras szybkiego ruchu w trakcie Euro 2012.
Dzieje się tak w czasie rządów PO. A przecież to Donald Tusk w kampanii wyborczej sprzed czterech lat straszył, że jeśli Jarosław Kaczyński zostanie szefem rządu, to benzyna będzie po 5 zł za litr. I cóż, za jego rządów wkrótce ceny przebiją 6 zł, wywołując wściekłość kierowców.
