Jestem osobą (dość) młodą. Stan wojenny to dla mnie jakaś przedziwna, cudaczna abstrakcja, której jeszcze teraz dobrze nie rozumiem. Nie rozumiałam także, dlaczego nieliczni nieprzejednani tak czepiali się Okrągłego Stołu. Wszak to na nim przecież wysmażono nam tę wspaniałą, pachnącą demokracją i kapitalizmem, wolność! Teraz już rozumiem, dlaczego się czepiali. Przecież gdyby nie Gruba Kreska, gdyby nie dogadanie się kilku panów z "człowiekami honoru" przy Okrągłym Stole lub w Magdalence, gdyby nie brak lustracji, gdyby nie brak rozliczenia komunizmu, stanu wojennego - być może nie byłoby możliwe zorganizowanie "takiej pięknej katastrofy", w której w trybie natychmiastowym "wsie pogibli" do tego stopnia, że nie trzeba ich ratować, nie trzeba im robić sekcji zwłok w Polsce, nie trzeba nawet otwierać trumien, bo "Rosja się na nas obrazi", nie trzeba zwłaszcza tych ludzi pamiętać, za to koniecznie trzeba przytulić się do Putina.
Gdyby mi ktoś powiedział przed 10 kwietnia 2010 roku, że takie "przytulanki" już wkrótce będę mogła zobaczyć w polskiej (?!) telewizji, że tak ordynarną propagandę odnajdę w polskich (?!), opiniotwórczych tytułach prasowych... Uznałabym tę wizję za koszmar, z którego czym prędzej chcę się obudzić. Tymczasem ten koszmar ziszcza się teraz codziennie - i nie sposób z niego wybudzić Polaków. Bo dla wielu to piękny, spokojny sen; piękna, kojąca bajeczka.
Nie można lekceważyć faktu, iż w ostatnich wyborach 70% głosujących zagłosowało w obronie fikcji. Ci ludzie, nasi rodacy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że rzeczywistość jest koszmarna, że Tusk kłamie, że zdarzył się 10 kwietnia 2010 roku i że nie była to "taka piękna katastrofa", jak pokazują z uporem media. Nasi rodacy nie chcą przyjąć tego faktu do wiadomości, ponieważ boją się następstw przyjęcia tego faktu do wiadomości. Niestety, taki gest samoobrony nic nie da: cały ten okołosmoleński miraż i tak przecież zniknie. Co zrobią wtedy nasi rodacy? Co będą czuli? Czy poczują gniew? Czy poczują cokolwiek? (Bo wyraźnie wolą nie czuć niczego) Nie wiem, jak zareagują nasi rodacy, którzy bardzo chcieliby uciec od prawdy, od której uciec się nie da. Im prędzej zrewidują swój pogląd na świat, tym lepiej dla nich. Ludzie myślący, bądź co bądź wykształceni, nie mogą żyć w kłamstwie, w fikcji! Toż to nie przystoi!
Sama przekonałam się, że prasa i portale "skrajnie" prawicowe wcale nie są takie "skrajne", za to są jedynym miejscem, gdzie pisze się prawdę o 10 kwietnia 2010. Za to - wielkie dzięki :-)
Natomiast warto zrozumieć sposób myślenia naszych rodaków uciekających od prawdy. Przecież to nasi sąsiedzi, koledzy, członkowie naszych rodzin. Warto z nimi rozmawiać. Najczęściej nie są to ludzie źli, tylko albo bardzo ogłupieni przez środki masowego przekazu, i/albo bojący się następstw przyjęcia do wiadomości prawdy. Warto ich zrozumieć, warto mówić im prawdę nawet wtedy, gdy nie chcą jej jeszcze znać. Ja kiedyś też, gdy mój Tata czytał "Nasz Dziennik", uważałam to za nieszkodliwe wariactwo.
Maqda (18/01/2012)
Tekst użytkownika "Maqda" został opublikowany w weekendowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”. Gratulujemy!
Więcej o konkursie Wpis Tygodnia można dowiedzieć się TU