Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Tusk wysyła „prawą rękę” do TK. „Gazeta Polska”: Jak Berek traktował konstytucję?

Minister w rządzie koalicji 13 grudnia, od dawna bliski współpracownik Donalda Tuska, osoba przez lata kwestionująca Trybunał Konstytucyjny. To kandydat Koalicji Obywatelskiej na sędziego TK. Oczywiście w ramach jego „odpolityczniania”. – Jeżeli kandydatem na sędziego TK ma być ktoś, kto uważa, że konstytucja nie ma nadrzędnej roli w procesie funkcjonowania państwa, to mamy do czynienia z poważnym kryzysem – mówi „GP” Julia Przyłębska, była prezes Trybunału Konstytucyjnego.

11 sierpnia. Przed posiedzeniem Rady Ministrów premier Donald Tusk potwierdził, że Maciej Berek przestanie pełnić funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. „Ustaliliśmy wspólnie z panem ministrem Berkiem, że przejdzie do innych zadań” – ogłosił Tusk, podkreślając, że Berek pozostaje ważną osobą w jego otoczeniu. „Jak wiecie, był moją prawą ręką. Dzisiaj nadal tak jest” – dodał. Wtedy nie sprecyzował, o jakie „inne zadania” chodzi, ale spekulacje już krążyły.

17 sierpnia. Na stronie Sejmu pojawił się „Druk nr 3006” z nagłówkiem „Kandydat na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego – Pan Maciej Berek”. Został zgłoszony przez grupę kilkudziesięciu posłów z klubu parlamentarnego Koalicja Obywatelska.

– Jeżeli prezes Rady Ministrów mówi, że z przyszłym sędzią Trybunału Konstytucyjnego jest umówiony na wykonywanie innych zadań, to musi to brzmieć bardzo poważnie

– tłumaczy dr Oskar Kida, konstytucjonalista. 

Zdumienie w koalicji

Kadencja sędziego TK Justyna Piskorskiego zakończy się 18 września br. Nikt nie miał wątpliwości, że ekipa Donalda Tuska będzie chciała na jego miejscu usadowić zaufanego człowieka. Gdy jednak gruchnęła plotka, że do Trybunału wybiera się Maciej Berek, członek rządu, wybuchło gigantyczne zamieszanie. Nawet politycy z koalicyjnych ugrupowań byli zdumieni. „Jeżeli to się wydarzy (a raczej nie), to do niedawna czynny polityk nie dostanie głosów klubu Lewica, gdyż obiecaliśmy naszym wyborcom, że politycy nie trafią do TK” – stwierdziła poseł Anna Maria Żukowska (Lewica). „To bardzo krzywdząca dla Macieja Berka plotka, on by się jako państwowiec w życiu na coś takiego nie zgodził”.
Jak się okazało, nie miała racji.

Z kolei poseł Rafał Komarewicz (Centrum), odnosząc się do wcześniejszych haseł o odpolitycznieniu TK, skwitował: „Reguła dla innych, wyjątek dla swoich”.
Najbardziej jednak kuriozalną sytuację sprokurował Maciej Tomczykiewicz (Koalicja Obywatelska), który przekonywał, że opowieści o kandydaturze Berka to bzdura, a ewentualny pomysł oceniał jako zły. Tymczasem jego nazwisko znalazło się na druku sejmowym z imienną listą posłów, którzy… zgłosili Berka. 

Berek i konstytucja

Była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska w rozmowie z „Gazetą Polską” przede wszystkim zwraca uwagę na bardzo poważny problem, który pojawił się w TK:

– Oburzające są spekulacje dzielące sędziów na strony sporu politycznego. Sędziowie powinni być niezawiśli, niezależni i kierować się wyłącznie wiedzą merytoryczną oraz niezależnym od polityki przekonaniem o słuszności podejmowanych decyzji. Ponadto trzeba przypomnieć, że obowiązkiem sędziów Trybunału jest udział w Zgromadzeniach Ogólnych. To, że w ostatnim czasie niektórzy sędziowie uniemożliwili podjęcie uchwały dotyczącej budżetu TK, jest wyraźnym sygnałem, że nie wszyscy rozumieją, na czym polega rola sędziego Trybunału Konstytucyjnego i sprawowanie tego urzędu.

– Natomiast jeżeli chodzi o kandydaturę pana dr. Macieja Berka, to to, czy spełnia on wymogi formalne, aby pełnić urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego, jak chociażby dziesięcioletni staż wykonywania zawodu radcy prawnego, oceni sejmowa komisja. Śledząc karierę zawodową pana dr. Berka, widziałam, że była ona bardzo dynamiczna. Pełnił on rozmaite funkcje w różnych instytucjach i aż trudno sobie wyobrazić, że w tym samym czasie, bez problemów chociażby formalnych, mógł prowadzić działalność jako radca prawny. Wkrótce się tego dowiemy

– stwierdziła sędzia Przyłębska.

Odniosła się również do kwestii pełnienia politycznych funkcji bezpośrednio przed objęciem urzędu sędziego. – Jeżeli przez dziewięć lat mojej kadencji podnoszono na sztandarach zarzuty dotyczące upolitycznienia Trybunału, m.in. ze względu na zasiadanie w nim dwójki byłych parlamentarzystów, to ja pytam: czymże jest zaproponowanie do TK kandydata, który był jednym z najważniejszych urzędników władzy wykonawczej, prowadzącym stricte działalność polityczną? Co więcej, przedstawicielem rządu nadającym wiodący ton politycznej debacie związanej z funkcjonowaniem Trybunału – podkreśliła była prezes TK.

– Jeżeli kandydatem na sędziego TK ma być ktoś, kto uważa, że konstytucja nie ma nadrzędnej roli w procesie funkcjonowania państwa, bo ostateczne kierunki i tak wyznacza aktualna władza wykonawcza, to mamy do czynienia z poważnym kryzysem. Ponadto zgoda na degradowanie konstytucyjnej roli TK poprzez podporządkowywanie się przez władzę ustawodawczą i wykonawczą uchwale Sejmu, która nie jest źródłem powszechnie obowiązującego w Polsce prawa, rodzi pytanie, czy taki kandydat może w sposób niezawisły i niezależny reprezentować społeczeństwo w takim organie jak Trybunał Konstytucyjny – zaznaczyła. 

Wbrew temu, co głosili

Również ze strony środowiska prawniczego pojawiły się liczne głosy sprzeciwu, a Helsińska Fundacja Praw Człowieka opublikowała nawet apel dziewięciu organizacji wzywających do rezygnacji z tego pomysłu. 

– Przypominam, że obecna większość sejmowa postulowała czteroletnią karencję między pełnieniem różnych funkcji politycznych a objęciem urzędu sędziego TK. Okazuje się, że niektórzy politycy nie traktują poważnie suwerena, a więc swojego wyborcy, i działają niekoniecznie zgodnie z prezentowanymi w czasie kampanii wyborczych obietnicami. 
Sugerowanie zaś możliwości siłowej, a więc z udziałem władzy wykonawczej, ingerencji w działalność Trybunału Konstytucyjnego to bezpośredni atak na konstytucję, podważanie panującego w Polsce porządku prawnego

– podkreśliła była prezes TK.

Chodzi o projekt ustawy o TK, który jesienią 2024 roku został przegłosowany przez Sejm. Zapisano w nim m.in.: „(…) osoba, która sprawowała urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, mandat posła, senatora, posła do Parlamentu Europejskiego lub pełniła funkcję członka Rady Ministrów”, może kandydować do TK dopiero po upływie czterech lat od zakończenia pełnienia takich funkcji. To był pomysł koalicji 13 grudnia, ale teraz współpracownicy Tuska posługują się argumentem, że ustawa nie weszła w życie, bo… prezydent Andrzej Duda skierował ją do TK. Niezły fikołek. 

– Ta decyzja ostatecznie obnaża, o co chodziło w tej całej walce o rzekomą praworządność. Celem nie było odpolitycznienie czy naprawa, tylko przejęcie najważniejszych organów państwa

– ocenił prof. Mieczysław Ryba z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Więcej w najnowszym wydaniu "Gazety Polskiej".

Nowy numer "Gazety Polskiej", w którym przeczytacie także wiele innych ciekawych artykułów, felietonów czy opinii w sprzedaży od środy 26 sierpnia 2026 r. Tygodnik "Gazeta Polska" dostępny jest w wygodnej prenumeracie cyfrowej. Sprawdź ofertę prenumeraty cyfrowej TUTAJ » prenumerata.swsmedia.pl oraz pod numerem telefonu 605 900 002 lub 501 678 819.       

 

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Polityka