Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargi kasacyjne KPRM od wyroków WSA, który uchylił cofnięcie poświadczenia bezpieczeństwa dla obecnego szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Swoją decyzją sąd zakończył sądową batalię, a rozstrzygnięciem potwierdził, że prof. Sławomir Cenckiewicz posiada dostęp do informacji niejawnych.
Sprawę skomentował w podcaście 13. Piętro Michał Rachoń.
- Oni wszyscy cały czas mówią, że nie ma prezydenta, że Czarzasty jest prezydentem, że oni prezydenta odwołują. Dostali strzała i wiedzieli o tym, że go dostaną, bo wiedzieli, iż próba odebrania Cenckiewiczowi dostępu do informacji niejawnych była od początku do końca bezprawna. Wiedzieli o tym bardzo dobrze, dostali już wyroki sądu w tej sprawie, tylko że oni takie rzeczy mają, przepraszam, w dupie i oni nic z tym nie zrobią
- mówił.
Jak dodał, "to jest powód do dymisji Tuska, bo to do Tuska odwoływało się SKW".
- Stróżyk już dawno powinien po prostu pojechać gdzieś pod mury Kremla, tam siedzieć, od nich odbierać emeryturę czy co innego (...) To jest to towarzystwo - to ruskie towarzystwo ma po prostu fobię związaną z ujawnianiem ich ruskiej polityki. Ponieważ prof. Cenckiewicz ją ujawniał, a prezydent Karol Nawrocki jest antyrosyjskim prezydentem i Kreml o tym bardzo dobrze wie, to ta ruska ekipa w Polsce w ten sposób atakuje prezydenta. I choćby z takiego powodu Siemoniak, Tusk, Stróżyk, Dusza - natychmiast do dymisji
- wykazywał.
Tomasz Sakiewicz stwierdził natomiast, że "po pierwsze, nie musieli być pewni, co zrobi sąd drugiej instancji, tak jak nie musieli być pewni, co zrobi i jak bardzo zrobi sąd pierwszej instancji, bo tak naprawdę ten największy strzał to wymierzył sąd pierwszej instancji, który unieważnił tę ich decyzję i mało tego uczynił wykonalnym natychmiast dostęp do akt".
- Przecież oni już nie wykonali decyzji sądu pierwszej instancji i świat się nie zawalił, prawda? "My gwiżdżemy na sądy", cytując klasyka z trylogii, i świat się nie wali, no to na drugiej instancji też. Ale mogli liczyć, że jednak znajdzie się jakiś sędzia, który choć trochę zdywersyfikuje ten wyrok. No nie znalazł się, to jest kłopot, ale doszli do wniosku, że ten wyrok to nie jest taki istotny, że tak naprawdę on tylko upoważnia ich, żeby ponownie rozpoczęli procedurę. W związku z tym w dalszym ciągu póki nie rozpoczną i nie zakończą, a to oni będą decydować, to będzie trwało
- mówił.
Jak dodał, "problem polega na tym, że oni mogą kompletnie nie potrafią przestrzegać żadnego prawa i mają tak w głowie, ale w imię tego nieprzestrzeganego prawa będą chcieli teraz pozbawić prezydenta prerogatyw, a może i funkcji, bo to prezydent nie przestrzega ich prawa, które oni tak rozumieją".
- Ta logika jest bardzo dobrze znana z czasów komunistycznych
- zaznaczył.