Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Jak będzie wyglądał Sejm po wyborach w 2027? Prezes OGB: Możliwe rządy mniejszościowe albo egzotyczne koalicje

- Następny parlament najpewniej będzie bardzo rozdrobniony. Dzisiaj najbardziej prawdopodobny wydaje mi się scenariusz, w którym prawica jako całość może zdobyć 250-260 mandatów. Problemem będzie jednak stworzenie większości. Jeśli znaczącą reprezentację uzyska środowisko Grzegorza Brauna, bez jego posłów może być to bardzo trudne. W grę wchodzą wtedy rząd mniejszościowy, próby przeciągania posłów z innych ugrupowań albo bardzo szeroka koalicja - powiedział Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej w programie "Michał #Rachoń" na antenie TV Republika.

Autor:

Wybory 2027 - Tusk straci władzę? 

Jesienią 2027 roku mają odbyć się wybory parlamentarne. Z sondaży publikowanych w ostatnich miesiącach wynika, że koalicja 13 grudnia najpewniej utraci władzę, ponieważ progu wyborczego nie przekroczą dotychczasowi koalicjanci Donalda Tuska: Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska 2050. 

Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej w programie "Michał #Rachoń" na antenie TV Republika, został zapytany, jak jego zdaniem będzie wyglądał układ sił w najbliższej kadencji izby niższej. 

Następny parlament najprawdopodobniej będzie bardzo rozdrobniony. Możliwe są więc rządy mniejszościowe albo bardzo egzotyczne koalicje. Faktycznie pojawiają się nowe partie. W ostatnich dwóch latach pojawiło się ugrupowanie Grzegorza Brauna. Zaczęliśmy o nie pytać po pierwszej turze wyborów prezydenckich, kiedy okazało się, że Grzegorz Braun zajął czwarte miejsce z wynikiem około 6 proc. Dziś jego partia osiąga w sondażach nawet około 10 proc.

– powiedział.

Dodał, iż obecnie w prowadzonych sondażach OGB sprawdza też poparcie dla partii Mateusza Morawieckiego. 

To były premier, za którym stoi około 40 posłów, więc jest to istotny element sceny politycznej. Gdyby jednak na liście nie było ani partii Brauna, ani ugrupowania Morawieckiego, ogólny układ poparcia niewiele by się zmienił. Wbrew pozorom polska scena polityczna jest dość stabilna. Mamy mniej więcej 51–52 proc. poparcia po stronie prawicowej i około 48 proc. po stronie liberalno-lewicowej. Zmiany zachodzą przede wszystkim wewnątrz tych bloków - jednemu ugrupowaniu rośnie, innemu spada. Dzisiaj znacznie więcej zależy od tego, w jakiej konfiguracji partie wystartują w wyborach i jak później przełoży się to na mandaty, niż od tego, czy prawica nagle osiągnie 60 proc. albo druga strona przekroczy 50 proc. Kluczowy jest układ wewnętrzny: czy będzie jedna lista, dwie listy, czy Mateusz Morawiecki wystartuje samodzielnie

– podkreślił.

Najkorzystniejszy wariant dla prawicy? 

Przypomniał, że OGB "w przeszłości analizowało scenariusze, w których powstawała duża lista skupiona wokół Koalicji Obywatelskiej oraz osobna lista lewicowa - w takich wariantach te ugrupowania przekraczały łącznie 231 mandatów i uzyskiwały większość w Sejmie". 

Podczas rozmowy padło też pytanie, w jakiej konfiguracji partie prawicowe powinny pójść do wyborów, aby mieć jak największe szanse na uzyskanie władzy. 

Trzeba pamiętać, że ordynacja wyborcza bardzo mocno premiuje odpowiednią konfigurację list. W 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość zdobyło około 37 proc. głosów, a mimo to uzyskało samodzielną większość w Sejmie. Najgorszym scenariuszem dla prawicy byłoby więc rozdrobnienie na cztery listy. Jeżeli na przykład partia Mateusza Morawieckiego dostałaby 4,5 proc., nie przekroczyłaby progu i nie uzyskałaby żadnych mandatów. Wtedy część głosów całego bloku prawicowego zostałaby zmarnowana. Wydaje mi się, że trzeba wyciągać wnioski z tego, w jaki sposób wygrała druga strona w 2023 roku. Ówczesna koalicja zdobyła łącznie prawie 54 proc. poparcia. Była lista lewicowa, była Koalicja Obywatelska i była Trzecia Droga, która stanowiła coś nowego i pozwoliła przyciągnąć również wyborców spoza tradycyjnego elektoratu tych ugrupowań

– wskazał.

Podkreślił też, że "z punktu widzenia ordynacji korzystniej jest również, gdy ugrupowanie osiąga ponad 10 proc. poparcia, ponieważ wtedy zdobywa mandaty praktycznie we wszystkich okręgach".

 Lista z wynikiem poniżej 10 proc. zaczyna tracić mandaty w części okręgów. Dlatego 5 proc. dla samodzielnej partii Mateusza Morawieckiego oznaczałoby zdecydowanie mniej mandatów niż te same 5 proc. oddane na większą wspólną listę

- wyjaśnił. 

Dodał też, że nie wierzy w scenariusz, w którym "Mateusz Morawiecki rzeczywiście wystartuje samodzielnie - partia mająca w sondażach 5–6 proc. podejmowałaby ogromne ryzyko znalezienia się poniżej progu". 

Dzisiaj najbardziej prawdopodobny wydaje mi się scenariusz, w którym prawica jako całość może mieć więcej mandatów, być może 250-260, ale stworzenie większości będzie wymagało porozumienia pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami. Jeśli znaczącą reprezentację uzyska środowisko Grzegorza Brauna, bez jego posłów zbudowanie większości może być bardzo trudne. Wtedy możliwe są różne scenariusze: rząd mniejszościowy, próby przeciągania posłów z innych ugrupowań albo bardzo szeroka koalicja. Taki układ byłby jednak z natury rzeczy niestabilny

– podsumował.

Autor:

Źródło: Telewizja Republika, niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polityka