Radosław Sikorski wygłosił dzisiaj w Sejmie sprawozdanie o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2026 rok
Przed Sejmem przekonywał, że "społeczeństwo jest zdezorientowane" ws. obecnych działań Stanów Zjednoczonych. - Będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale nie możemy być frajerami - mówił. Z drugiej strony wychwalał członkostwo Polski w UE i twierdził, że "lepiej rozmawiać z silnymi Niemcami jako partnerem w ramach UE, niż silnymi Niemcami bez więzów i norm, jakie nakłada na nie wspólnota".
Politycy opozycji krytycznie ocenili to wystąpienie, wskazując na jego chaotyczność i pominięcie ważnych kwestii m.in. współpracy regionalnej, a skupienie się na pochwałach dla Unii Europejskiej i wprowadzaniu tematu "polexitu".
Posłanka PiS, Anna Kwiecień, zwróciła uwagę na inny aspekt wystąpienia, które miało rozpocząć się o 9.00 w czwartek.
- Zaczęło się od skandalu. W momencie, kiedy pan prezydent był w loży prezydenckiej, na galerii był cały korpus dyplomatyczny, kiedy pan marszałek już siedział w swoim fotelu, to czekaliśmy 10 minut aż państwo z rządu, na czele z Donaldem Tuskiem i Radosławem Sikorskim, raczą przyjść
- mówiła w TV Republika Kwiecień.
- Ja jestem 10. rok w Sejmie i nie pamiętam takiej sytuacji. Duża część posłów czekała, a rządu nie było. To niegodne, żeby spóźniać się na tak ważne exposé, odnoszące się do tego, jaka będzie polityka zagraniczna Polski w 2026 r. - dodała.