W Niemczech rząd właśnie ogłosił powrót do węgla, mimo że wcześniej nasi zachodni sąsiedzi byli promotorami restrykcyjnej polityki klimatycznej. Co to znaczy dla Polski? Jak powinniśmy się teraz zachować?
- Nie liczyłbym tutaj na Niemcy, bo ich działania będą dostosowane do ich własnych potrzeb. Trzeba skończyć z absurdalnym ratowaniem klimatu. Nikt na świecie tego nie robi. A my nie możemy zabijać swoich aktywów i doprowadzać do tego, by produkcja w Polsce była parokrotnie droższa niż w kraju, który jest najbardziej ekspansywny, bo korzysta z taniej energii opartej na węglu, a więc - Chin. Na tym trzeba się skoncentrować, realizować to, co obiecujemy wielokrotnie, a więc uznać, że certyfikaty, opodatkowanie węgla - ETS1 i ETS2 są nielegalne. Powinniśmy je wyrzucić do kosza, nie czekając, że z jakichś tam powodów, nie wiadomo przy jakich warunkach - Niemcy, cokolwiek poluzują w Europie.
Kolejna rzecz, czy w pana opinii rząd Donalda Tuska nie powinien wesprzeć realnie branży energochłonnych, bo padają kolejne kopalnie, grupa JSW jest na skraju upadku; w fatalnej sytuacji jest branża hutnicza. Czy rząd nie powinien zadbać o preferencyjne, stałe ceny energii dla branży energochłonnych? Związkowcy proponują takie rozwiązanie.
- Moim zdaniem nie jest dobrą drogą, żebyśmy - my - wszyscy Polacy, przy podatkach i bardzo niskich wynagrodzeniach dopłacali jeszcze do drogiego prądu, który jest drogi, bo Unia Europejska wymyśliła sobie, by opodatkować nasze największe dobro narodowe, jakim jest węgiel. Brunatny i kamienny. Powinniśmy tę politykę wyrzucić do kosza i rozpocząć energiczną politykę inwestycyjną w kopalnie węgla brunatnego. Stworzyć efekt skali. Nie powinniśmy też, rezygnować z elektrowni węglowych, jak to zrobiliśmy np. w Ostrołęce, ponosząc miliardowe straty. Jednocześnie w Chinach, tylko w ciągu jednego roku jest otwieranych 86 nowych kopalni węgla kamiennego. Trzeba wykorzystać nasze zasoby. Po to, żebyśmy mieli najtańszą energię elektryczną. Nie tylko dla "Kowalskiego", ale głównie dla przemysłu. Nasz wzrost PKB od 20 lat, dwie trzecie jego przyrostu, są związane z eksportem produkcji przemysłowej, ale w sytuacji, kiedy my zamiast korzystać z tego, że koszt energii z węgla brunatnego, to zaledwie jedna piąta jej standardowej ceny; zamiast rozwijać tę gałąź gospodarki, my ją opodatkowujemy. Ponadto doprowadzamy do tego, że kopalnie są zamykane, a powinno się je otwierać i w nie inwestować. Trzeba wykorzystywać najnowsze technologie wydobycia, ale nie opodatkowywać ich w postaci 100 proc. podatku klimatycznego. W tak wyliczonym rachunku ciągnionym w przemyśle nisko-energochłonnym 40 proc. ceny gotowego produktu, w przeciętnie energochłonnym 50 proc., a w najbardziej energochłonnych gałęziach przemysłu dwie trzecie ceny produktu to kosz energii elektrycznej. W sytuacji, gdy my przez tak absurdalne rozwiązania masakrujemy własną konkurencyjność, a produkcja chińska, która ma czterokrotnie niższe ceny energii, może wypierać nas z wszelkiego typu rynków, oznacza to politykę samobójczą. Ponadto my nie mamy, ani takiego klimatu, ani takich zabytków jak Włosi czy Hiszpanie, aby zmienić swój model biznesowy.
Właśnie...
- Bo wtedy, moglibyśmy przekwalifikować kraj na gospodarką opartą wyłącznie na usługach. Nawet jednak, gdybyśmy mieli taką wygodną sytuację, musimy pamiętać, że w usługach wynagrodzenia są o 30 proc. niższe niż w przemyśle! Dlatego też kwestią podstawową, i to całej klasy politycznej jest zrezygnowanie z tych absurdów klimatycznych. Obecnie przy braku młodzieży, nakierowanie wydatków obronnych na ekstremalnie drogie uzbrojenie zagraniczne, czy to w Niemczech, czy to u innych sojuszników skończy się źle. Pod tym względem powinniśmy powtórzyć manewr, który zrobiliśmy przed II wojną światową i postawić wyłącznie na własny Centralny Okręg Przemysłowy.
Zmieńmy nieco temat. W związku z obecną sytuacją na świecie, wojną irańsko-izraelsko-amerykańską i wzrostem cen energii, jak powinniśmy sobie poradzić w przemyśle?
- Ten konflikt w znacznej mierze generuje kryzys energetyczny dla świata. I Polski oczywiście także. On powoduje, że cieśnina Ormuz, przez którą przechodzi 20 proc. produkcji ropy naftowej jest zamknięta. To znaczy, że świat ma w 20 proc. mniejszy dostęp do tego surowca. Również, jeśli chodzi o gaz, aż 20 proc. światowego wydobycia przechodzi przez tę cieśninę. O tyle mniej można będzie zużyć gazu na rynku. To także powoduje kryzys. To też pokazuje, jak absurdalną politykę prowadzimy. My, tak samo jak i Rosja moglibyśmy być, głównymi beneficjentami tego nieszczęścia, gdybyśmy zainwestowali w węgiel brunatny. Mielibyśmy najtańszą energię, którą moglibyśmy teraz wszystkim sprzedawać po wysokich cenach. Prowadzimy zieloną politykę, zarówno - jeśli chodzi o wiatr - nie będąc krajem "wietrznym", słońce - nie będąc na słońce eksponowani, sprawiamy że będziemy mieli ceny energii dwukrotnie wyższe niż te oparte o paliwa kopalne. Dowód tego mamy w rachunkach płaconych w "zielonej" Kalifornii, w porównaniu z sąsiednimi "węglowymi" stanami. Ponadto, aby skompensować wielkie wahania na rynku wiatru i słońca kupujemy drogi zagraniczny gaz i zamieniamy elektrownie węglowe na gazowe, jak ostatnio w "Dolnej Odrze".
W ubiegłym tygodniu rząd i samorząd podpisały porozumienie o rozpoczęciu budowy elektrowni gazowych w Rybniku i Gryfinie, gdzie tylko w Rybniku pracę straci około 400 osób, bo do jej obsługi wystarczy ok. 10 proc. obecnej załogi…
- Już teraz cena gazy wzrosła o 50 proc., a będzie jeszcze gorzej. Zamiast korzystać z tego, że moglibyśmy być prawie samowystarczalni w oparciu o własne - tanie wydobycie; i to za granicą, których właścicielem jest PGNiG, to my niepotrzebnie spalamy 3 miliardy metrów sześciennych drogiego zagranicznego gazu i jeszcze się tym szczycimy. W obecnym kryzysie energetycznym zostaniemy asymetrycznie uderzeni przez preferowanie obcych interesów. Świat przeciętnie utraci 20 proc. wydobycia. My aż 55 proc. swojego importu ropy naftowej ulokowaliśmy na Bliskim Wschodzie. Już obecnie z powodu braku modernizacji elektrowni mamy energetyczną lukę w wysokości 10 proc., a będzie gorzej. Sytuacji nie uratuje atom, który jest kapitałochłonny. W cenie prądu aż 80 proc. to koszty tego kapitału. Opóźnienia w budowie naszej elektrowni jądrowej na poziomie 5-7 lat podrożą jej koszty dwukrotnie. Kiedy wybrany przez nas wykonawca będzie kończył inwestycję będzie miał najprawdopodobniej opóźnienie, właśnie w takim wymiarze.