Reprywatyzacja “na akcje”
Prywatna firma ogrodnicza, której historia sięga początków XIX w. w 1958 r. została przejęta przez państwo. Na początku lat dziewięćdziesiątych jej przedwojenne akcje, określane jako “kolekcjonerskie” skupił podmiot związany z Ryszardem Krauze i to na ich podstawie w 1994 r. reaktywowana została spółka “C. Ulrich”.
Przed II wojną światową firma o tej właśnie nazwie była właścicielem m.in. gruntów na warszawskich Górcach, do których prawa reaktywowana spółka w 2015 r. przekazała kolejnej spółce - Lokaty Budowlane.
Tak się składa, że od lat 70. na gruntach tych znajduje się 5 bloków wielorodzinnych Spółdzielni Mieszkaniowej “Koło”, szkoła oraz przedszkole. Spółka Lokaty Budowlane, która uważa się za ich właściciela żąda obecnie od mieszkańców ekwiwalentu za bezumowne korzystanie z gruntu lub wykupu nieruchomości. A chodzi o kwotę ok. 31 mln zł.
Okoliczności, w jakich reaktywowana została przedwojenna spółka “C. Ulrich”. budzą liczne wątpliwości. W 2021 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zakwestionował uchwały walnego zgromadzenia akcjonariuszy dotyczące wyboru władz spółki, jednak trzy lata później Sąd Najwyższy wyrok ten uchylił. W listopadzie ub.r. gdański sąd apelacyjny zdanie zmienił i - jak twierdzi cytowana przez “Wyborczą” Marzena Gawkowska ze stołecznego ratusza - “uchwała reaktywująca spółkę z 27 maja 1994 pozostaje w obrocie prawnym, zaś spółka prawomocnie wpisana jest do KRS-u.”
Mieszkańcy w potrzasku
Spółdzielnia Mieszkaniowa “Koło” wraz ze stołecznym ratuszem w 2009 r. próbowała zabezpieczyć interes mieszkańców poprzez wniesienie do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosku o zasiedzenie, jednak w marcu ub.r. został on oddalony. Obecnie trwa w tej sprawie postępowanie kasacyjne przed Sądem Najwyższym.
Wobec uzasadnionych wątpliwości co do skuteczności i zgodności z prawem procesu reaktywacji spółki “C. Ulrich” w 2017 roku stołeczny ratusz złożył do Prokuratury Okręgowej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Zawiadomienie w tej sprawie złożył też działacz miejski Jan Śpiewak, jednak w maju ub.r. śledztwo w tej sprawie zostało umorzone z uwagi "brak znamion czynu zabronionego".
Jan Śpiewak w rozmowie z portalem Niezależna.pl, przyznał, że nie zna uzasadnienia śledczych, ale – jak stwierdził – “sytuacja jest taka, że tuż po przejęciu władzy umarza się postępowanie, w którym jednym z głównych “szwarccharakterów” był Ryszard Krauze”. - Nie wygląda to za dobrze - dodał społecznik.
Reaktywacja to lipa
Przypomniał, że zapadały wyroki sadowe, które “potwierdzały, że reaktywacja tej spółki była totalną lipą i oddano tereny warte setki milionów złotych na podstawie właściwie niczego”. - Tutaj chodzi głównie o kierownictwo ministerstwa rolnictwa w 2012 r. i działania wcześniejsze. Ale najbardziej obciąża to ekipę z 2012 r., która musiała mieć świadomość, że postępowanie tej spółki nie jest zgodne z prawem. - zauważył.
[W listopadzie 2012 r. minister Stanisław Kalemba z PSL stwierdził nieważność decyzji z 1958 r. dotyczącej gruntów, do których obecnie roszczenia zgłasza spółka Lokaty Budowlane –red.]
Sprawa roszczeń do gruntów Spółdzielni Mieszkaniowej “Koło” jest wyjątkowo bulwersująca, ponieważ dotyczy 384 lokali mieszkalnych, szkoły oraz przedszkola. - W najgorszym wypadku mieszkańcy będą musieli nawet opuścić mieszkania, a zagrożonych jest też ok. 1000 uczniów. Mamy do czynienia z potężnym strzałem - podkreśla Śpiewak.
Społecznik zwrócił uwagę “na bardzo ostre metody działania” spółki, która rości sobie prawo do zajmowanych przez spółdzielnię gruntów, które ocenił jako “wstrząsające”.
- Krauze kupił papiery o wartości numizmatycznej i potem zamienił to na hektary na Woli. To jest historia, jak z jakiegoś operetkowego państwa, a to się dzieje i działo na przestrzeni ostatnich 30 lat i nikt za to nie poniósł konsekwencji. I teraz zapłacić za to mają Bogu ducha winni mieszkańcy i rodziny uczniów
- tłumaczył.
Sądy i prokuratura umywają ręce
Jan Śpiewak wskazał na kontrowersyjne jego zdaniem działania sądów i prokuratury, które “umywały ręce”. Podkreślił też konieczność uregulowania kwestii związanych z własnością spółdzielczych gruntów.
Prokuratoria nie złoży kasacji od wyroku ws. fikcyjnej reaktywacji spółki Ulrich przez Krauzego 🤦♀️ Sąd potwierdził wałek, ale umył ręce, bo "Skarb Państwa nie jest stroną". @w_zurek, prosimy o interwencję! Całe osiedle na Woli ma być przejęte przez fikcyjnych spadkobierców! pic.twitter.com/km8mnYfMQP
— Jan Śpiewak (@JanSpiewak) February 17, 2026
- Szacuje się, że spółdzielców, którzy mogą mieć podobne problemy w samej Warszawie jest kilkadziesiąt tysięcy. W skali kraju to kilkaset tysięcy, jeśli nie więcej. To są ludzie, którzy mają mieszkania spółdzielcze, ale nie mają prawa do gruntu. Regulacja prawne powinny więc iść w kierunku uwłaszczenia tych spółdzielni na gruntach, które zajmują w dobrej wierze od 40 czy 50 lat
- podsumował prezes fundacji Bezpieczna Polska.
Mechanizm przejmowania majątku “na akcje” polega na zakupie tanich akcji kolekcjonerskich, sądowym “ożywieniu” spółki poprzez kuratora i nowe Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, a następnie wpisie do KRS i masowych roszczeniach majątkowych wobec skarbu państwa albo samorządów. Do niedawna był to jeden z najtańszych i najbardziej kontrowersyjnych sposobów “dzikiej reprywatyzacji”.
Apogeum prób przejmowania majątku “na akcje” miało miejsce w latach 2005–2016. Po 2017 r. prokuratury, Prokuratoria Generalna i nowelizacje prawa (m.in. zmiany w KPA, ograniczanie skutków starych wpisów) mocno ograniczyły lub zablokowały ten proceder. Wiele spółek wykreślono z KRS, a nowe reaktywacje stały się bardzo trudne.