Koszulka NIEMIECKO - RUSKA SZAJKA TUSKA Zamów już TERAZ!

Nienawiść jako narzędzie budowy władzy. Witold Gadowski o koalicji ideowych przepaści

Donald Tusk znów stanie się twarzą władzy – swoje obietnice będzie musiał zrealizować w koalicji nie trzech ugrupowań, ale kilkunastu partyjek i stronnictw, które w istocie tworzyły trzy listy wyborcze, dzięki którym udało mu się uciułać arytmetyczną większość w Sejmie. Będzie więc dowodził bardzo niejednorodną zbieraniną, która ideowo jest rozwichrzona od sasa do lasa - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Donald Tusk znów stanie się twarzą władzy
Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Lawina obietnic – zwłaszcza licytowanie się z PiS w mamieniu rozmiarami świadczeń socjalnych – sprawiła, że teraz oczekiwania są ogromne. Już widać, że chcąc być słownym i uczciwym, Tusk musiałby rozbić cały dotychczasowy budżet państwa. Tusk obiecał zerowe oprocentowanie kredytów mieszkaniowych dla młodszych obywateli, mamił dwukrotną waloryzacją emerytur, i to jeszcze w tym roku. Poza wszystkim lider Platformy Obywatelskiej obiecywał natychmiastowe odblokowanie wstrzymywanych przez Berlin środków z Krajowego Programu Odbudowy. Do tego dochodzi obietnica utrzymania świadczeń 800 plus i wszelkich dotychczas realizowanych programów socjalnych i pomocowych. 

Największym jednak problemem Tuska będzie teraz spełnienie wszystkich obietnic, które złożył koalicjantom skleconym w trzy listy wyborcze, dzięki którym przegrywając wybory, osiągnął jednak większość i będzie mógł tworzyć rząd. 

Z jednej strony będzie zatem musiał spełnić żądania skrajnej, antypolskiej lewicy, która domaga się nie tylko usunięcia wszelkich akcentów normalnościowych i patriotycznych, lecz także wprowadzenia radykalnych postulatów marksizmu kulturowego w realne życie naszego państwa. Z drugiej strony jest jednak PSL, którego wyborcy – mimo wszystko – nie zaakceptują obyczajowych nowinek i prześladowania katolików. W tej zaimprowizowanej nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości koalicji znajdują się zarówno umiarkowani (koniunkturalni) konserwatyści, jak i rozparzeni emisariusze najbardziej wyuzdanych postulatów obyczajowych. Co ideowo może bowiem łączyć na przykład Pawła Kowala i Roberta Biedronia? Oprócz kariery i widoków na frukty płynące z posiadania władzy – dosłownie nic! Do tego dochodzą populistycznie rozgrzane żądania natychmiastowego przejęcia TVP. Powiedzmy sobie szczerze, że praktyki PiS w mediach publicznych znakomicie ułatwiły teraz Tuskowi działanie i formowanie przyszłego ich kształtu. Nikt już dziś nie oburzy się na kolejny desant propagandystów do władz TVP i Polskiego Radia. Droga została – w sposób dewastacyjny – wskazana przez obecną władzę. Odpowiednikiem Jacka Kurskiego na stanowisku nowego prezesa TVP może być na przykład zajadły propagandysta Krzysztof Luft lub ktoś mu podobny. Gorzej będzie z prawnym pokonaniem zapór w postaci utworzonej przez PiS Rady Mediów Narodowych oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Gdyby Tusk chciał natychmiast wprowadzić do mediów swoich emisariuszy, musiałby przecież pokonać opór tych instytucji, kadencyjnie obsadzonych przecież przez większość zwolenników PiS. Musi zatem znaleźć inny sposób, aby zadowolić rzesze wyposzczonych propagandystów, którzy przecież nie mogli pomieścić się jedynie w telewizji TVN i komercyjnych rozgłośniach radiowych – jest ich zbyt wielu i mają zbyt wygórowane apetyty. Zapewne dojdzie więc do działania kuchennymi drzwiami, a więc do próby likwidacji spółki skarbu państwa TVP S.A. i na jej miejsce stworzenia nowego prawnie tworu, co pozwoli na usunięcie stamtąd ludzi PiS i wprowadzenie swoich. Nie jest to metoda zbyt czysta legislacyjnie, jednak możliwa do zastosowania, a więc... zastosowana zostanie. Niestety, obecna władza uczyniła z mediów publicznych domenę jedynie poglądów zgodnych z linią rządu, a więc przyszła większość parlamentarna będzie miała ułatwione zadanie i ich bezczelność raczej nie spotka się z wielkim społecznym oporem. Wniosek z tego płynie jednak niezbyt pocieszający: media publiczne w projektowanym kiedyś przez – normalne wówczas jeszcze – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nigdy już nie będą w tym kształcie funkcjonować.

Dużo trudniejszą operacją będzie dla Tuska i jego kompanów ponowne osłabienie polskiej armii – a takie przecież są wyraźne wytyczne płynące z Berlina. Były minister obrony Tomasz Siemoniak zapowiada już co prawda, że nie stać nas „demograficznie” (!) na 300-tysięczną armię i przewiduje, że rozmiary polskich sił zbrojnych będą – w stosunku do obecnych planów – redukowane do 150 tys. żołnierzy. Jak jednak PO zamierza wycofać się z już zawartych kontraktów na zakup sprzętu wojskowego i broni? Wszystko to dzieje się przecież w kontekście trwającej ciągle wojny na Ukrainie i rozpalającego się konfliktu wokół Izraela. 

Osobnej analizie powinny być poddane plany PO wobec największej polskiej spółki – Orlenu. Tu nigdy nie zapomniano połączenia Orlenu z Lotosem i odcięcia całego gdańskiego układu lokalnego od pieniędzy i wpływów. Już niejaka poseł Leszczyna zapowiada stawianie za to prezesa Daniela Obajtka przed prokuraturą i sądem.

Jedno jest pewne, powyborcza noc na pewno była wreszcie spokojna dla ludzi takich jak Sławomir Nowak i Stanisław Gawłowski. Ich już żadna kara – w najbliższym czasie – nie dosięgnie. I chyba właśnie w całej tej awanturze o to chodziło, reszta jest już tylko zbędnym sztafażem, z którego Tusk lekko i bez wielkich wyrzutów sumienia po prostu się wycofa. Nie da się bowiem uprawiać polityki niemożliwej – a taka właśnie wyziera z wyborczych obietnic trzech koalicji spojonych jedynie nienawiścią wobec PiS.


 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Witold Gadowski
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo