W sobotę odbędzie się kongres PSL, na którym zostanie wybrany prezes Stronnictwa, Rada Naczelna i jej przewodniczący, Główny Sąd Koleżeński oraz Główna Komisja Rewizyjna. Na szefa partii ponownie wystartuje Władysław Kosiniak-Kamysz, a jego kontrkandydatem będzie poseł Stefan Krajewski. Czy będzie on w stanie zagrozić obecnemu liderowi?
Nie. Myślę, że tutaj jest oczywiste, że Kosiniak-Kamysz wygra. Co innego jest jednak ciekawe. W PSL-u zawsze była taka pewna równowaga polityczna między prezesem a szefem Radem Naczelnym i myślę, że tamte wyniki będą dużo ciekawsze. Sądzę, że prezesem w sposób bezapelacyjny pozostanie Władysław Kosiniak-Kamysz, ale pytanie jest - kto będzie prezesem Rady Naczelnej? Wiemy, że kandydować ma były premier Waldemar Pawlak.
Oprócz Pawlaka o stanowisko szefa Rady Naczelnej ubiegać się będą wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, wiceprezes PSL, poseł Dariusz Klimczak. Dotychczas tę funkcję sprawował Jarosław Kalinowski, ale wiemy, że nie będzie kandydował ponownie. Który z wymienionych kandydatów byłby najlepszy z punktu widzenia Władysława Kosiniaka-Kamysza?
Oczywiście Zgorzelski, bo to byłaby pewna kontynuacja tego stanu, który jest obecnie. Osobą, która z punktu widzenia Kosiniaka-Kamysza mogłaby być dla niego niekomfortowa, to Waldemar Pawlak, który by wrócił do partii i objąłby ważną funkcję. Pawlak jest politykiem zdecydowanie bardziej samodzielnym i myślę, że gdyby on został szefem Rady Naczelnej, to próbowałby stworzyć taki mocny ośrodek decyzyjny w partii.
Przypomnijmy, że w statucie PSL-u jest taki zapis, że prezes może być w nagłych sytuacjach odwołany przez Radę Naczelną. To Rada Naczelna może powołać nowego prezesa. Można powiedzieć, że między kongresami Rada Naczelna jest najwyższą władzą w partii i w związku z tym, gdyby Pawlak zostałby szefem tej rady, to na pewno z punktu widzenia Kosiniaka-Kamysza byłby bardzo silnym punktem i odniesienia i to mocne przywództwo dotychczasowego przewodniczącego mocno by osłabło.
Jak pan ocenia dotychczasową kadencję Kosiniaka-Kamysza? Czy on jest dobrym szefem partii i prowadzi tę partię z ich perspektywy w dobrym kierunku?
Wydaję mi się, że dla niego takim kluczowym momentem były wybory prezydenckie. W sytuacji, gdy kandydatką PO była Kidawa-Błońska, Kosiniak-Kamysz miał jeszcze bardzo dobre wyniki, bo miał nawet duże poparcie elektoratu Platformy Obywatelskiej. Moim zdaniem w sytuacji, w której PO nie zamieniłaby kandydatki na Rafała Trzaskowskiego, to samodzielna pozycja Kosiniaka-Kamysza mogłaby mocno wzrosnąć, nawet gdyby przegrał z prezydentem Andrzejem Dudą, ale na tym dobrym wyniku mógłby rozszerzać konstrukcje PSL-u. Ostatecznie słaby wynik w wyborach prezydenckich osłabił jego pozycję polityczną.
Kosiniak-Kamysz ma także inne problemy, bo na wsi PSL wciąż traci wpływy na rzecz Prawa i Sprawiedliwości. On próbuje zmieniać partię na bardziej centroprawicową, ale cały czas ludowcy stoją w przededniu decyzji strategicznej na temat tego, jaką partią mają być - czy z powrotem mają być partią związaną z obszarem wiejskim i rolnikami, czy mają próbować dalej budować ogólnokrajową partię o bardziej chadeckim usposobieniu. Moim zdaniem cały czas ten wybór przed PSL-em stoi.
Czyli zmiana lidera PSL-u teraz byłaby w tym momencie niekorzystna dla tej partii?
Trudno to rozważać, bo myślę, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Natomiast moim zdaniem wejście Pawlaka do gry mogłoby uruchomić zupełnie nową dynamikę polityczną, bo nie ma co ukrywać, że Pawlak jako samodzielny polityk być może bardziej otworzyłby się w kierunku rozmów z Prawem i Sprawiedliwością.