Tortury zemstą za naruszenie wpływów » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Frąckowiak dla Niezalezna.pl: Od dziś pani Holland jest reżyserem zgrabnych reklamówek politycznych

Jeśli jest to wizja artystyczna i nie ma nic wspólnego z prawdą, czy taka adnotacja znalazła się na początku bądź na końcu filmu? Czy pojawiła się wzmianka mówiąca o tym, że film nie opisuje konkretnych zdarzeń ani osób, a wszelkie skojarzenia są czysto przypadkowe? - pyta stołeczny radny Prawa i Sprawiedliwości Filip Frąckowiak.

Frąckowiak dla Niezalezna.pl: ten film to negowanie wspólnego interesu bezpieczeństwa
Fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska

Od jutra w kinach w całej Polsce będzie można oglądać „Zieloną granicę”. Film Agnieszki Holland wywołuje skrajne emocje – z przedstawionych fragmentów wynika, że jego wydźwięk jest mocno krzywdzący wobec polskich służb mundurowych strzegących granicy z Białorusi.

"Zielona granica" otrzymała 300 tysięcy złotych od podległego Struzkowi Mazowieckiego Instytutu Kultury w ramach "Mazowieckiego i Warszawskiego Funduszu Filmowego". Co ciekawe, konkurs przeznaczony jest dla filmów, które poprzez tematykę, miejsce realizacji lub osoby pracujące przy produkcji wiążą się z Mazowszem.

"Groszem" sypnięto też z budżetu filmowego funduszu Rady Europy, pochodzącego ze składek państw członkowskich. Holland otrzymała tu 380 tysięcy. Ale euro, co daje ok. 1,7 mln złotych. O tym jako pierwsza poinformowała "Gazeta Polska Codziennie". 

„To polityczna reklamówka”

Ustalenia komentuje w rozmowie z niezalezna.pl warszawski radny PiS Filip Frąckowiak.

- Film Agnieszki Holland jest propagandową produkcją, na potrzeby bieżącej kampanii. To nie jedyna taka produkcja, która z budżetu miasta stołecznego Warszawy została stworzona. Na dzisiejszej radzie miasta poruszałem kwestię kampanii niby społecznych, niby miejskich, ale promujących Rafała Trzaskowskiego. Mimo, że nie startuje w wyborach – podkreśla.

Słyszymy, że „włodarze samorządowi wykorzystują pieniądze nie swoje, a pieniądze podatników, do takich produkcji”. - Oddzielną kwestią jest to, że włożyli pieniądze w produkcję, która jest antypolska - dodaje.

I dalej: „pół biedy, gdyby to była akcja służąca jakiejś wizji polityki. Przecież ten film to negowanie wspólnego interesu bezpieczeństwa. To skandal. Ta bolszewia sięgnie po wszystko, co zniszczy przeciwnika politycznego”.

Podkreśla, że w historii kinematografii powstały wielkie dzieła polityczne, choćby antywojenne, które drażniły całe masy polityków, ale - dodaje - „Zielona granica” to po prostu… przesada.

Pytany o linię obrony odpowiedzialnych za film, że to produkcja fabularna, pyta:

„niewielu jest reżyserów, którzy chcieliby zrobić taki film. Jeśli jest to wizja artystyczna i nie ma nic wspólnego z prawdą, czy taka adnotacja znalazła się na początku bądź na końcu filmu? Czy pojawiła się wzmianka mówiąca o tym, że film nie opisuje konkretnych zdarzeń ani osób, a wszelkie skojarzenia są czysto przypadkowe?”.

- To reklamówka w kampanii wyborczej. Taka sama, jakie puszcza się w telewizji czy innych środkach masowego przekazu. Tu akurat dystrybucja idzie przez kino. Od dziś pani Holland jest reżyserem zgrabnych reklamówek politycznych – mówi daalej.

Frąckowiak nie wybiera się do kina: „nie trzeba oglądać, żeby wiedzieć, o czym to jest. Nie wybieram się na ten film”.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#zielona granica #Agnieszka Holland #Filip Frąckowiak

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

am
Wczytuję ocenę...
Wideo