O swoim postanowieniu Manowska opowiedziała w rozmowie z "Rzeczpospolitą". - Od dawna powtarzam, że jestem gotowa zrezygnować ze swojej funkcji, jeśli będzie taka potrzeba. No i taka potrzeba właśnie nadeszła - powiedziała.
Pytana o powód decyzji wskazała, że "przede wszystkim premier nie wywiązuje się ze swoich obowiązków i nie udziela kontrasygnaty pod decyzjami prezydenta dotyczącymi wymiaru sprawiedliwości".
"Chcę uniknąć chaosu"
"Gdybym kandydowała na stanowisko I prezesa SN, to prezydent musiałby wyznaczyć osobę do prowadzenia zgromadzenia ogólnego sędziów SN, na którym wybrani zostaną kandydaci. A to, zgodnie z utartą praktyką, wymaga kontrasygnaty, której premier zapewne nie udzieli. Chcę zatem uniknąć chaosu i wykorzystywania tej sytuacji przez polityków"
– oznajmiła.
Jak przekazała, do rezygnacji z ubiegania się o kolejną kadencję skłaniają ją też "prywatne, rodzinne okoliczności". - Uważam też, że na czele Sądu Najwyższego potrzebna jest nowa osoba, świeża krew - dodała.
Manowska przekazała, że ma swojego faworyta na to stanowisko. Oznajmiła jednak, że nie chciałaby ujawniać jego nazwiska dopóki nie wyrazi zgody podczas zgromadzenia sędziów Sądu Najwyższego.
"Nietrudno natomiast się domyślić, że jest to sędzia, który zagwarantuje kontynuację mojej - umiarkowanej, nieagresywnej, ale też niesłużalczej - polityki"
– powiedziała.