Podczas konferencji prasowej w Sejmie bezpośrednio po wysłuchaniu tzw. exposé szefa polskiej dyplomacji Karol Nawrocki odniósł się do wypowiedzianych na sali plenarnej słów.
Zaczął od kilku pozytywów. - To dobra informacja dla Polek i Polaków - dla całej Rzeczypospolitej, że w kwestiach fundamentalnych i strategicznych polityka Prezydenta RP i MSZ jest na jednej stronie - powiedział prezydent odnosząc się do jednoznacznego zidentyfikowania przez Sikorskiego zagrożenia płynącego ze strony Federacji Rosyjskiej.
Dodał, że to "rodzaj kompatybilności pomiędzy Pałacem Prezydenckim a MSZ, czy stroną rządową, odnosi się także do postrzegania wielkiej szansy Polski, która będzie się realizować jeszcze w tym roku podczas posiedzenia G20. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby obecność Polski w G20 była stała".
Nie zabrakło również uwag
- Cieszę się, że minister Sikorski przyznał, że Waszyngton, USA, NATO są strategicznym zobowiązaniem Polski; że Waszyngton jest naszym strategicznym partnerem. Dbam o relacje polsko-amerykańskie, które odnoszą się do gospodarki, ekonomii, rozwoju, a przede wszystkim bezpieczeństwa - przyznał Nawrocki.
Odniósł się również do kwestii, których brakowało w tym wystąpieniu. - Zabrakło mi w wystąpieniu ministra Sikorskiego nieco więcej asertywności w stosunku do Komisji Europejskiej. Chciałbym większego wsparcia rządu w naprawie jej działalności. Nie ma wątpliwości, że Polska jest i pozostanie w UE. Minister Sikorski zaprojektował problem polexitu, który rozkładał na czynniki pierwsze - ale takiego problemu dziś nie ma - zaznaczył prezydent.
Nawrocki wytknął Sikorskiemu długi czas, który w przemowie zajęły mu zarzuty ewentualnego wyjścia Polski z UE, określając to jako wymyślony problem. Skrytykował także "rozkładanie go na czynniki pierwsze" z laboratoryjną precyzją.
Zwrócił także uwagę na brak szerszego odniesienia się do regionalnych formatów, których Polska jest liderem jak np. Trójmorze.
- Z zawodem spostrzegłem, że minister Sikorski nie odniósł się do mojej propozycji, którą złożyłem prezydentowi Niemiec, odnoszącej się do spłaty reparacji. Gdyby Niemcy zaczęły spłacać reparacje, choćby w samym sprzęcie, to może dzisiaj nie musielibyśmy rozmawiać o programie SAFE, bo kwestie militarne i wojskowe spłacałyby się z tego, co Niemcy są zobowiązane zapłacić - przypomniał prezydent.