Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Gigantyczny wyciek danych Polaków. Opozycja chce szczegółowego raportu

- Obywatele mają prawo wiedzieć: kto zawiódł i kto za to odpowie? Bo jeśli państwo nie potrafi ochronić danych swoich obywateli, to czego właściwie potrafi dopilnować? - stwierdził wiceprezes PiS Przemysław Czarnek, odnosząc się do wycieku danych milionów Polaków, do którego doszło w ostatnich dniach. W środę zdarzenie potwierdził minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Do sprawy odniósł się również były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. - W sytuacji, w której wszystkie te dane są w bazie dostawcy, należy wydać jednoznaczną interpretację, która pozwoli na natychmiastowe poinformowanie ludzi - podkreślił. Jak dodał, liczy na szczegółowy raport w tej sprawie ze strony CERT Polska.

W środę wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że doszło do „wycieku danych sięgającego blisko 19 mln obywateli polskich”. Sprawa związana jest z atakiem na MyDr.  Jak stwierdził Gawkowski, „mamy do czynienia z niebywałym i bardzo dużym incydentem w zakresie bezpieczeństwa polskiej infosfery”. Dane dotyczą osób, „które w różnych kategoriach korzystały z wsparcia medycznego”.

Przekonywał również, że "została wdrożona procedura mająca zabezpieczyć wszystkie dane, które wyciekły po to, żeby zostały one przeniesione do bazy Bezpieczne Dane (bezpiecznedane.gov.pl), w której każdy obywatel będzie mógł sprawdzić, czy jego dane wyciekły".

"Kompromitacja państwa"

Sprawa wywołała oburzenie ze strony opozycji. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek stwierdził, iż "tak wygląda „cyberbezpieczeństwo na najwyższym poziomie” według rządu Tuska".

"Państwo, które nie potrafi ochronić najbardziej wrażliwych danych swoich obywateli, nie jest państwem bezpiecznym. To nie jest zwykła wpadka. To jest kompromitacja państwa. Obywatele mają prawo wiedzieć: kto zawiódł i kto za to odpowie? Bo jeśli państwo nie potrafi ochronić danych swoich obywateli, to czego właściwie potrafi dopilnować?"

– napisał na platformie X.

"Należy wydać jednoznaczną interpretację"

Do wycieku danych odniósł się również m.in. były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. Jego zdaniem "najważniejsze to teraz sprawnie posprzątać". Jak przekazał, dotarły do niego informacje jakoby Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski "stał na stanowisku, że informować powinna każda z przychodni korzystających z systemu MyDr.".

"W sytuacji w której wszystkie te dane są w bazie dostawcy należy wydać jednoznaczną interpretację która pozwoli na natychmiastowe poinformowanie ludzi. Każdy inny tok postępowania to czysta urzędnicza obstrukcja"

– napisał.

Warto przy tym dodać, że MyDr to jeden z największych polskich dostawców systemu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej, obsługujący tysiące punktów ochrony zdrowia.

Cieszyński zaznaczył, że "takie sytuacje to naturalna konsekwencja cyfryzacji usług". Zastrzegł jednak, że liczy na profesjonalny raport, działającego w strukturach NASK, CERT Polska oraz "bardzo poważne konsekwencje dla odpowiedzialnych za ewentualne zaniedbania".

Wskazał przy okazji na rozwiązanie, które przed rządzącymi leży na stole. - Będzie to kolejna okazja do użycia systemu Bezpieczne Dane, który przygotowaliśmy w poprzedniej kadencji. Swoją drogą warto by móc takie informacje wysyłać także przez mObywatela - dodał.

W sprawę wycieku danych zostały włączone organy ścigania. Nad częścią operacyjną kontrolę sprawuje Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które jest w kontakcie z prokuraturą.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Polityka