Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Czerwony sweterek Czarzastego. Witold Gadowski o politycznym wodoroście

Czy istnieje uosobienie bezwstydności i bezczelności w polskiej polityce? Muszą Państwo przyznać, że konkurencja jest ogromna, jednak na pewno w czołówce jest Włodzimierz Czarzasty - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Ten kompletnie bezbarwny i pozbawiony charyzmy komunistyczny aparatczyk przez długi czas aspirował – bez powodzenia – do polskiego parlamentu.

Kiedy już jednak się tam dostał, postanowił wycisnąć cytrynę do końca. Kuriozalna umowa koalicyjna powołująca do życia trupę polityczną rządu Donalda Tuska skazała go na pełne napięcia oczekiwanie – musiał przyglądać się eksplozjom ego swojego konkurenta – Szymona Hołowni, który jako pierwszy został wyznaczony do kukiełkowania na stołku marszałka Sejmu. Gdy jednak lont Hołowni uległ wypaleniu, Czarzasty bezwzględnie upomniał się o swoją kolej do gwiazdorkowania na najwyższym stołku w Sejmie.

Życiorys Włodzimierza Czarzastego jest bardzo symptomatyczny dla ostatniego pokolenia „czerwonych wilczków” kojarzonych z Aleksandrem Kwaśniewskim. Nieprzypadkowo zatem Czarzasty przygarnął bliskiego druha Kwaśniewskiego – Marka Siwca – na dyrektorską funkcję w Kancelarii Sejmu. Najlepiej zatem charakteryzuje bezbarwnego Czarzastego opis całego środowiska kwaśniewszczyków. To bezideowi oportuniści, którzy służyli komunistom w nadziei na to, że będą kolejną sztafetą w sprawowanej przez zdrajców władzy nad Polską Rzeczpospolitą Ludową. Pod koniec lat 80. młodzi czerwoni karierowicze zaniepokoili się tym, że Czesław Kiszczak wraz z Wojciechem Jaruzelskim szykują jakąś formę podzielenia się władzą z bliskimi komunistom przedstawicielami tzw. opozycji. Czesław Kiszczak opowiadał mi, że Kwaśniewski wraz z kolegami zaczął wtedy objeżdżać i rozmawiać z komendantami wojewódzkimi Milicji Obywatelskiej, sondując ich na wypadek buntu przeciwko Jaruzelskiemu. Oczywiście Kiszczak się o tym dowiedział i w czasie obrad Komitetu Centralnego PZPR publicznie uczynił aluzję do tego, co może spotkać młodych intrygantów. Po zakończonych obradach Kwaśniewski giął się w lansadach, przepraszał „towarzysza Czesława”, przyrzekając, że to się już nie powtórzy…

I rzeczywiście kwaśniewszczycy więcej się nie buntowali… No i wyszli na tym jak królowie. Sam Kwaśniewski przez 10 lat pełnił funkcję prezydenta RP, grupując w swojej biznesowej stajni Marka Ungiera, Marka Siwca, Sławomira Wiatra, Roberta Kwiatkowskiego i właśnie Włodzimierza Czarzastego.

Młodzi karierowicze z powodzeniem korzystali z układu, który pozwolił wymienić książeczki partyjne na książeczki czekowe. Słynne stały się interesy Jolanty Kwaśniewskiej i bliskiego jej „wiedeńskiego kręgu” braci Kunów. Kwiatkowski wlazł na fotel prezesa TVP, Czarzasty był w radzie nadzorczej Telewizji, KRRiTV i dorobił się w sprywatyzowanym wydawnictwie Muza. Na moment skrzyżowały mu się nogi, gdy wyszła na jaw jego rola w poczynaniach Lwa Rywina, ale okazał się niezatapialny i pracowicie starał się o przywództwo na postkomunistycznej lewicy oraz pełzł do Sejmu, do którego w końcu się dostał. Kwaśniewszczycy byli bananową emanacją ostatniego pokolenia tzw. Żydów (według nomenklatury Jerzego Eislera), która w łonie PZPR ciągle ścierała się z tzw. stronnictwem krajowym, zwanym przez nich „chamami” (tu rej wodził Leszek Miller). Typowym produktem grupy „Żydów” jest spóźniona karierka polityczna Włodzimierza Czarzastego, który politycznie jest kompletnym wodorostem, jednak wyposażonym w zestaw najbardziej antypolskich i bezczelnych mitów powtarzanych przez postkomunistyczny beton. Czerwony sweterek Czarzastego – jako typowy produkt popeerelowskiego oszustwa – nawet na lewicy wyszedł już z mody.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane