W piątek Mateusz Morawiecki wraz z grupą około 40 polityków opuścił Prawo i Sprawiedliwość. Komentując sprawę prezes PiS Jarosław Kaczyński wskazał, że jest ona związana z jednej strony ze stowarzyszeniem byłego premiera, a z drugiej z "propozycją, która padła już wiele tygodni temu, żeby podzielić naszą partię". Morawiecki z kolei twierdzi, że proponował jedność, a jego grupa została "wypchnięta" z ugrupowania.
Nowa partia
Były premier był w sobotę gościem Telewizji Republika. Przekazał, że w rozmowach z prezesem PiS proponował pozbycie się wszystkich funkcji w PiS, żeby "nikt nie sądził, że to jakakolwiek gra ambicjonalna". Co więc dalej z frakcją Morawieckiego? Pytany przez red. Adriana Klarenbacha o to, czy grupa jest gotowa założyć własną partię, odparł:
"Nie ma dzisiaj jeszcze debaty tutaj między nami w tej sprawie, a to że nie ma tej debaty jest najlepszym potwierdzeniem tego, że byliśmy zaskoczeni tym bardzo brutalnym wypchnięciem nas z Prawa i Sprawiedliwości. Nie chcieliśmy tego do samego końca i walczyliśmy do samego końca o zgodę. Jeszcze nawet napisałem list do pana prezesa i jeszcze zaproponowaliśmy różne deklaracje, które zostały odrzucone. Ta ręka wyciągnięta do zgody została odtrącona. Co będzie w najbliższym tygodniu - przyszłość pokaże. Na ten moment nie mieliśmy żadnych takich planów"
Red. Klarenbach przywołał doniesienia red. Wojciecha Biedronia z telewizji wPolsce24, który twierdził, że frakcja Morawieckiego ma mieć wszystko przygotowane od marca - łącznie ze wskazaniem szefa Klubu Parlamentarnego. Były premier w odpowiedzi stwierdził, że jest to "tak bzdurne kłamstwo, że wstyd, że jakiś redaktor w jakiejś telewizji się czymś takim posługuje".
"Wystarczy popatrzeć sobie, kiedy w ogóle złożone zostały papiery na stowarzyszenie - dopiero po poprzedniej awanturze w kwietniu i kiedy ta strategia zaczęła być realizowana - dopiero w maju. Więc mówić o tym, że już coś w marcu było gotowe jest kompletnym nieporozumieniem, ale spuśćmy na tym zasłonę milczenia"
– oznajmił.
Z kim współpraca?
Były premier zaprzeczył, by był "dogadany" z PSL lub Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, liderką Polski 2050.
"Nie tylko nie jestem dogadany, ale takich rozmów w ogóle nie prowadziłem i nie zamierzam, bo każdy, kto żyruje dzisiaj ten rząd i kto ten rząd podpiera, choćby to była wątła jak trzcina podpórka, nie jest dla mnie jakimkolwiek partnerem do rozmów. Nie prowadzimy takich rozmów. (…) Uważam, że te dwie formacje są współodpowiedzialne za to zło, które dzisiaj widzimy w Polsce"
– powiedział Morawiecki.
Dopytywany, dlaczego "autoryzował" Władysława Kosiniaka-Kamysza, lidera ludowców i siadał z nim do debaty, szef Rozwoju Plus odparł:
"A dlaczego siadałem do debaty z Mentzenem, a dlaczego miałem kilka debat z prezesem Bosakiem, dlaczego z panią Pełczyńską-Nałęcz? Bo trzeba rozmawiać i przekonywać ich wyborców. W ten sposób najlepiej przekonuje się ludzi, którzy głosowali na nich, by pokazać racje i argumentację i siłą argumentu przyciągnąć ich do nas"
Zaznaczył, że politycy z jego środowiska walczyli cały czas o "normalsów, czyli ludzi w ogóle nie zajmujących się polityką", ale "interesują się gospodarką, geopolityką".
"Po to siada się do debat. (…) Dzięki tym debatom udało się przekonać część wyborców do powrotu do nas, do niedochodzenia od nas. Konfederacja i KKP zyskiwały, nasza strategia główna - jeszcze więcej radykalnych haseł i walenia w nasze własne osiągnięcia - nie przyniosła rezultatu, a jednak PiS się trzymało na tych 27 proc."
– skonstatował.