Praca na dziesięciolecia
To nie są dane, które można czy należy zlekceważyć. I nawet jeśli stołeczny ratusz używa ich do własnych ideologicznych celów, to pokazują one istotną prawdę o sekularyzacji nie tylko młodzieży.
To nie są dane, które można czy należy zlekceważyć. I nawet jeśli stołeczny ratusz używa ich do własnych ideologicznych celów, to pokazują one istotną prawdę o sekularyzacji nie tylko młodzieży.
Polski premier zastosował w Strasburgu wobec Komisji Europejskiej, której przewodniczącą jest Niemka, zasadę właśnie niemieckiego marszałka Carla von Clausewitza, który mawiał: „Najlepszą obroną jest atak”. Nie tłumaczył się, tylko sam zaatakował. Było to chyba dość zaskakujące dla eurodeputowanych unijnego mainstreamu i samej przewodniczącej KE, bo raczej spodziewano „ściany płaczu”, tłumaczenia się i prób łagodzenia. Nic takiego nie nastąpiło.
Trudno ochłonąć po ostatniej debacie w Parlamencie Europejskim i nie chodzi o wypowiedzi deputowanych reprezentujących kraje UE. Ich obrzydliwe wystąpienia można przemilczeć, większość wypowiedzi może świadczyć o poważnych zaburzeniach emocjonalnych i braku podstawowej wiedzy o otaczającym ich świecie.
Jedziemy na Węgry! Od 2012 r. czciliśmy rocznicę Wiosny Ludów na Węgrzech, w tym roku jednak ze względów covidowych – to przypadek więcej niż symboliczny – do Budapesztu jedziemy w rocznicę powstania węgierskiego przeciwko Sowietom w 1956 r.
Nowy film Smarzowskiego, w sposób najbardziej banalny intelektualnie i estetycznie toporny, dał pożywkę do rozprawiania o tym, że Polacy to tacy mniej kulturalni naziści, że – zarówno kiedyś, jak i dziś – jedyne, co ich interesuje, to mordowanie Żydów, palenie stodół i taplanie się w błocie albo wręcz odchodach.
Obejrzałem w Telewizji Republika film Krzyśka Siuciaka i Piotra Bugajewskiego „Już niedługo…” (będziemy go jeszcze powtarzać) o naszym pierwszym wyjeździe na Węgry. Tysiące Polaków witanych przez naszych bratanków winem i ciastem, widziałem Węgrów klękających i całujących polską flagę. Łzy wzruszenia, ogromna radość. Tak było w 2012 roku.
Najważniejsze historyczne doświadczenia Polski opierają się na skrajnościach – wzroście potęgi lub osuwaniu się w niewolę. Trzecie, jeśli jest dane, jest marazmem. Jeśli walkę o Polskę przedstawiamy jako jutrzenkę swobody, to pogrążanie się w marazmie zawsze jest przedświtem niewoli.
Debata na temat Polski w Parlamencie Europejskim chwilami przypominała teatr absurdu. Jak bowiem inaczej określić tyrady byłych komunistów o wolności i demokracji czy przedstawicieli PO o uczciwości? Nie inaczej było z wystąpieniami zagranicznymi.
Druga w tym miesiącu sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przypominała tę sprzed ponad pięciu lat. I wtedy, i teraz do alzackiej siedziby europarlamentu przyjechali premierzy Polski. Beata Szydło walczyła o dobre imię naszego kraju na początku 2016 r. Mateusz Morawiecki czynił to po blisko 70 miesiącach, co pokazuje, że dla Brukseli atakowanie polskiego rządu jest czymś stałym. Ba, priorytetem!
Epidemia przyspiesza, minister Niedzielski mówi już o jej eksplozji. Każdego dnia tysiące nowych zachorowań, dziesiątki zgonów. W przytłaczającej większości ciężko chorują ludzie niezaszczepieni, umierają niemal wyłącznie tacy. Wielu nie umarłoby, gdyby nie uwierzyło głupstwom opowiadanym przeciw szczepieniom.
W ostatni weekend na krakowskim Rynku aktywiści inicjatywy „Dość milczenia – stop klerykalizacji Polski” zbierali podpisy pod petycją ws. usunięcia abp. Marka Jędraszewskiego z kapituły najwyższego krakowskiego odznaczenia Cracoviae Merenti. „Podpisz petycję – wyrzuć Jędraszewskiego” – promują akcję językiem nienawiści i pogardy.
W przyszłym roku nastąpi zmiana warty w Pałacu Elizejskim. Tymczasem znad Sekwany płyną pozytywne sygnały w stronę naszego kraju. Zbliżenie Polski i Francji może stać się realną przeciwwagą dla dominacji Niemiec w Europie. Bardzo silne poparcie ze strony Paryża może zwiastować nowe rozdanie w stosunkach z Warszawą, które będzie realizowane poza formułą Trójkąta Weimarskiego.
Piszę te słowa z europarlamentu tuż po debacie z udziałem Mateusza Morawieckiego. Przemówienie polskiego premiera 21 razy przerywały oklaski. Umocnił on przekonanych, a może także zachęcił do odwagi tych europosłów z innych krajów, którzy ukradkiem przyznają nam rację i składają gratulacje.
Wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim nie miało na celu przekonania posłów co do rzeczywistej sytuacji w Polsce. Kto chciał ją poznać, zna ją od dawna; komu wygodniej głosić, że Polska gwałci standardy unijne, dalej będzie to głosił.
W Polskim Związku Piłki Nożnej powinna powstać specjalna komórka, która dbałaby o bezpieczeństwo związku, członków zarządu i zespołów reprezentacyjnych. Po odkryciu podsłuchu w gabinecie Cezarego Kuleszy, nowego szefa piłkarskiej centrali, okazało się, że odpowiedzialność za te kwestie jest od lat rozproszona i znajduje się m.in. w komórkach… administracyjnych.
Wysłany do przywódców UE list i wczorajsze przemówienie w Parlamencie Europejskim to dwa bardzo mocne wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego, które mogą zaważyć nie tylko na politycznej przyszłości naszego kraju, lecz i samego premiera. Morawiecki był konkretny, asertywny i stanowczy, w pełni oddał obawy nie tylko swojego elektoratu, lecz wszystkich zaniepokojonych kierunkiem, w jakim zmierza dzisiejsza Unia.
W czwartek 14 października w Bejrucie zawiązała się demonstracja libańskich szyitów, którzy poszli przed Ministerstwo Sprawiedliwości. Zwolennicy Hezbollahu i Amalu (Libańskie Oddziały Oporu) w trakcie przemarszu przez libańską stolicę domagali się dymisji Tareka Bitara – sędziego, który prowadzi śledztwo w sprawie eksplozji w bejruckim porcie. W tej największej nieatomowej eksplozji zginęło ponad 200 osób, a miasto zostało w znacznej mierze zniszczone. Na przejściu Tayouneh demonstracja została ostrzelana przez snajperów i doszło do kilkugodzinnych starć pomiędzy Hezbollahem i Amalem a niezidentyfikowanymi sprawcami. Zginęło siedmiu szyitów, kilkunastu zostało rannych.
W sobotę w RMF, w poniedziałek w tygodniku „Sieci”, a w środę u nas, w „Gazecie Polskiej” – prezes Jarosław Kaczyński udziela kolejnych wywiadów, w których bardzo ważne miejsce zajmują tematy relacji z UE i reformy wymiaru sprawiedliwości. Dziś premier Mateusz Morawiecki przedstawi stanowisko Polski w Parlamencie Europejskim, występując w ramach debaty po decyzji Trybunału Konstytucyjnego, potwierdzającego wyższość polskiej konstytucji nad wyrokami TSUE w dziedzinach nieobjętych traktatami. „Czy liberalno-lewicowa większość coś z niego zrozumie?” – pyta na Twitterze europosłanka PiS Beata Mazurek. Problem jednak nie w zrozumieniu słów premiera, a w tym, że role w tej sztuce rozpisane są od 2015 r.