Polityka małych dzieci
Pewnie już setki tekstów napisałem o tym, że z opozycją nie da się rozmawiać. Rzeczywiście wydaje się to bardzo trudne, bo niestety zwykle politykierzy z lewej strony sceny politycznej nie mają po prostu nic do powiedzenia.
Pewnie już setki tekstów napisałem o tym, że z opozycją nie da się rozmawiać. Rzeczywiście wydaje się to bardzo trudne, bo niestety zwykle politykierzy z lewej strony sceny politycznej nie mają po prostu nic do powiedzenia.
Pamiętam uczucie zawodu, jakie towarzyszyło mi podczas zwiedzania Lincoln Memorial w Waszyngtonie. Jako uczeń zaczytywałem się biografiami tego zarówno wybitnego, jak i kontrowersyjnego – na przykład dla nas, Polaków, bo był prorosyjski – prezydenta USA.
W ostatnich latach o rocznicach powstania Komitetu Obrony Demokracji mało kto pamiętał, dlatego huczne obchody z udziałem Donalda Tuska były dla wielu osób zaskoczeniem. Nie mniejszym niż sam fakt, że KOD w ogóle jeszcze istnieje. Ciekawe, ilu śledzących polską politykę, nawet z ponadprzeciętnym zainteresowaniem, wie, jak nazywa się obecny lider Komitetu Obrony Demokracji? Tusk, opromieniając KOD swoim blaskiem, odwołuje się do wyobrażenia czegoś, czego dawno już nie ma, pokazując przy tym, jak mocno tkwi w roku 2015. Coraz bardziej widać, że zmianę polityczną sprzed sześciu lat uważa on za niezawiniony przez tracących władzę wypadek przy pracy.
Gdy w młodości czytałem książki przygodowe, widziałem siebie jako głównego bohatera większości opowieści. We własnych myślach byłem dzielny, nieustraszony, chrobry i szlachetny. Wrogowie nie mieli żadnych szans w bezpośredniej konfrontacji ze mną, a ja wychodziłem ze wszystkich opresji bez jednego nawet draśnięcia. Który z nastolatków nie marzył o tym, by w czasie przemierzania pustyni uratować arabską księżniczkę, a później wziąć od jej bajecznie bogatego ojca kilka pałaców i wielką górę złota? Naturalnie sama szlachetnie urodzona ofiarowała swoją dłoń w podzięce, a szczęśliwy ojczulek wyprawił oblubieńcom huczne weselisko i wszyscy żyli długo oraz szczęśliwie, stąpając boso po nagrzanym piasku.
Cały świat zachodni już do szczętu zgłupiał od wojen kulturowych o „równość płci” – piszę w cudzysłowie, bo od dawna chodzi nie o równość kobiet i mężczyzn, lecz także o LGBT, aborcję, imigrację z dalekich krajów, zdekonstruowanie historii. Wojna to zresztą dość jednostronna – przynajmniej w mainstreamowych mediach i polityce mecz grany do jednej bramki.
Patrząc na coraz poważniejsze zagrożenie ze strony Rosji, powinniśmy rozpocząć starania o umieszczenie NATO-wskich głowic nuklearnych w Polsce. To najlepszy sposób na odstraszenie przeciwnika przed ewentualną agresją. Tym bardziej że rosyjskie iskandery znajdujące się w Kaliningradzie są od dawna wycelowane w polskie miasta.
W niedzielny wieczór Donald Tusk debatował z Radosławem Sikorskim o miejscu Polski w Europie. To ciekawe, że można debatować z człowiekiem, który się ze swoim rozmówcą we wszystkim zgadza. „Debata” dotyczyła m.in. pandemii koronawirusa. Według Tuska rząd nie robi nic, żeby ochronić życie i zdrowie Polaków, i przez to „umrze kilkadziesiąt czy kilka tysięcy naszych rodaków”.
Ponownie zadaję pytanie, dlaczego niejaka Marta Lempart bezkarnie łamie prawo i, śmiejąc się wszystkim w twarz, zapowiada kolejne prowokacje. Czym to się skończy? Pamiętamy słowa feministki Magdaleny Środy, która w Radiu Zet tłumaczyła stosowanie przemocy przez fanatyczne aborcjonistki.
Proces pojednania, uzdrowienia, także w wymiarze społecznym potrzebuje symboli i symbolicznych wydarzeń.
Kuwejt, Kuwejt – jak to egzotycznie brzmiało w czasach podróży palcem po mapie. Dziś dawne podróżnicze marzenia stały się służbową rzeczywistością. Do państwa szejków jadę jako przedstawiciel oficjalnej delegacji Parlamentu Europejskiego. Jestem w niej jedynym Polakiem i jedynym konserwatystą. Poza mną dwóch Niemców (jeden z nich pochodzenia tureckiego) oraz dwoje Hiszpanów (w tym Katalonka). W europarlamencie jestem m.in. w strukturze odpowiedzialnej za kontakty z krajami Półwyspu Arabskiego, stąd więc ta podróż.
W ośrodku w Wędrzynie doszło do buntu migrantów. Chcieli uciec do Niemiec. Bunt udało się zażegnać dzięki mobilizacji dodatkowych sił policji. A teraz wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Łukaszenka zrealizował swój plan, przełamując migrantami granicę z Polską albo zmuszając nas do jej otwarcia.
Byłam świadkiem wymyślonego przez speców od propagandy PO spektaklu pt. „Poseł opozycji opuszcza studio TVP”. Do programu prowadzonego przez Miłosza Kłeczka (który pewnie śni się już Donaldowi Tuskowi) wysłano Dariusza Jońskiego – wyraźnie po to, by doprowadził do skandalu i zerwał program.
Za nami losowanie par barażowych w eliminacjach do mistrzostw świata, o które drżeliśmy po tym, jak nasz selekcjoner Paulo Sousa irracjonalnymi decyzjami ustawił reprezentację w gronie drużyn nierozstawionych.
Adam Michnik napisał tysięczny w swoim życiu doniosły esej na to samo kopyto. Czyli z Marcem ’68 w roli głównej. Lista osób porównywanych przez niego w III RP do antysemitów z 1968 r. byłaby długaśna, a jakiś student dziennikarstwa, pisząc o tym pracę, niemało natrudziłby się, żeby nikogo nie pominąć. Ale czy spodziewali się Państwo, że znajdzie się na niej kiedyś prezes… Agory?
Wraz z krystalizowaniem się europejskiej narracji dotyczącej odpowiedzi na hybrydowy atak przeprowadzony przez ZBiR na polskie granice, jasne staje się, w którą stronę pójdzie polityczna opowieść europejskiego głównego nurtu.
Atak na naszą wschodnią granicę pokazał, że polskie państwo potrafi sprostać takiemu wyzwaniu. Jest skuteczne, przygotowane logistycznie i obronnie na taką sytuację. To bardzo dobra wiadomość, bo napięcie w tej części naszego terytorium będzie się utrzymywać.
W Stanach Zjednoczonych uniewinniono Kyle’a Rittenhouse’a. Młodego chłopaka, który zastrzelił dwie osoby w samoobronie podczas zamieszek, które przez wiele dni przetaczały się przez amerykańskie miasto Kenosha.
Taki norwidowski okrzyk wydarł mi się z głębi duszy na widok mapki obrazującej jedno z europejskich badań opinii społecznej. Na pytanie, czy uważają, iż rodzima kultura przewyższa inne, różne nacje udzieliły odpowiedzi ujęte w procentach, a rozziew „nożyc” tych opinii jest ogromny – od 89 proc. dla dumnej ze starożytnej tradycji Grecji do najniższej w całej Europie samooceny ziomków Cervantesa właśnie – 20 proc. Hiszpanów!