Jak Michnik stracił blask
Rozbuchany w mniemaniu o sobie Adam Michnik nie może pogodzić się z rzeczywistością, która coraz wyraźniej pokazuje mu jego właściwe miejsce w dzisiejszej Polsce.
Rozbuchany w mniemaniu o sobie Adam Michnik nie może pogodzić się z rzeczywistością, która coraz wyraźniej pokazuje mu jego właściwe miejsce w dzisiejszej Polsce.
Ponieważ Barbara Kurdej-Szatan finalnie rozstała się nie tylko ze swoimi serialami, lecz także kontraktem reklamowym z Play, podniosły się z lewej strony glosy o polskiej wersji „cancel culture”, czyli kultury wykluczenia.
Mało jest w Polsce zjawisk tak patologicznych, a jednocześnie przemilczanych i nieopisanych w debacie publicznej, jak badania słuchalności stacji radiowych.
Podczas zwycięskiej ofensywy azerskiej rok temu na trudnym, górzystym polu boju w Karabachu, odwojowywanym po 30 latach armeńskiej okupacji, specjaliści odnotowali całkowicie nowe taktyki, których analiza ważna jest i dla nas. Z dwóch powodów. Pierwszy – sytuacja geopolityczna pogarsza się, a w naszym regionie bliska jest wybuchu wojny. Tej prawdziwej, bo do tzw. hybrydowej już się niestety przyzwyczailiśmy. Drugi powód to nadal niedostateczny po latach zaniedbań i świadomego niszczenia przez rządy PO stan liczebny i poziom uzbrojenia Wojska Polskiego. Nie można dopuścić, by najnowocześniejsze w tym względzie rozwiązania pojawiły się za późno, jak w 1939 r., gdy polskiego nieba musiały bronić przestarzałe samoloty, bo nowe były na etapie prototypów.
Znów historia powtarza się jako farsa. Rafał Trzaskowski przed jedną z kilkuset podkomisji Izby Reprezentantów USA rozpoczął swoje wystąpienie słowami Lecha Wałęsy z jego historycznego przemówienia z 1989 r. Przy całej złożoności postaci Wałęsy miał on mandat do wypowiedzenia słów: „My, naród” („We the people”) nawiązujących do preambuły amerykańskiej konstytucji.
Minęło parę dni od wizyty Donalda Tuska na imprezie KOD i może warto się zastanowić, dlaczego akurat w tym towarzystwie postanowił desperacko szukać wsparcia. Wszyscy wiedzą, że było to kolejne kompromitujące wystąpienie szefa PO, tylko nikt głośno nie pyta, dlaczego to zrobił. Wygłaszając peany na cześć KOD, zapomniał o jego pierwszym liderze Mateuszu Kijowskim, nie płacącym alimentów i skazanym za przekręty finansowe.
Świat znowu stoi na krawędzi wojny. Wojny, którą może wywołać do spółki z Alaksandrem Łukaszenką Władimir Putin. Jej celem jest odzyskanie dawnej strefy wpływów Moskwy. Wprawdzie w tej chwili ostrze ataku wymierzone jest w Polskę i kraje bałtyckie, ale na pewno w szerszej perspektywie nie chodzi o nas. W tle jest Ukraina, którą Moskwa chce odzyskać, po kawałku odkrawając kolejne terytoria albo próbując tak zdestabilizować rząd w Kijowie, by upadł, a w następstwie władzę na Ukrainie przejęła ekipa przychylna Rosji.
Wiedziałem, że w sprawie budowy płotu na granicy – prędzej czy później – odezwą się zieloni sabotażyści. Jak zwykle, gdy naruszany jest interes rosyjski, środowisko zielonych naukowców jest rozgrzane, aby protestować. Tak było chociażby w wypadku budowy przekopu przez Mierzeję Wiślaną.
Poniedziałkowy wieczór, jak wielu kibiców piłki nożnej, spędziłem na przyglądaniu się gali konkursu o Złotą Piłkę organizowanego przez „France Football”. Jak wszyscy liczyłem po cichu na to, że otrzyma ją Robert Lewandowski, który w ostatnich dwóch latach wzniósł się na szczyty klubowego futbolu.
Kilka dni temu dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus uznał wprowadzanie ograniczeń podróży przez wiele krajów za „nieracjonalną reakcję” na wariant koronawirusa omikron. Cieszy ten głos, bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że wpadamy globalnie w korkociąg przesadzonych reakcji.
Emocje sięgnęły zenitu, gdy w walce o Złotą Piłkę zostali tylko Leo Messi i Robert Lewandowski. W poniedziałkowy wieczór byliśmy świadkami historycznej chwili. Wprawdzie kapitan naszej reprezentacji ostatecznie o włos przegrał rywalizację z legendą futbolu, ale i tak zdobył najwyższe miejsce, jakie osiągnął polski zawodnik w plebiscycie prestiżowego magazynu „France Football”.
„Niezawiśli” sędziowie zgotowali owację Donaldowi Tuskowi na jubileuszu powołanej przez środowiska PO i jej medialnego koalicjanta z ul. Czerskiej organizacji, która pod hasłem „obrony demokracji” prowadzi działalność o charakterze bojówkarskim.
Wczoraj na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” ujawniłem, że wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski mimo ustawowego obowiązku nie wpisał w rejestrze korzyści prowadzonym przez Państwową Komisję Wyborczą zegarka otrzymanego podczas wizyty w Berlinie. Problem w tym, że brak takiego zgłoszenia nie powoduje jakichkolwiek konsekwencji.
Półtora roku temu w Lublinie ministrowie spraw zagranicznych Polski, Ukrainy i Litwy podpisali umowę o utworzeniu nowego formatu współpracy, nazwanego Trójkątem Lubelskim. Umowa miała promować współpracę trzech krajów graniczących z Białorusią w zakresie bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego oraz integracji regionalnej.
„Gazeta Wyborcza” jest dziś tylko cieniem swojej potęgi sprzed lat. Z poziomu prawdziwego rozgrywającego, równoprawnego gracza w polskiej polityce, spadła do roli standardowego biuletynu partyjnego PO. Co więcej, nie jest już najważniejszym dystrybutorem propagandy Platformy.
Gdy za poprzedniej kadencji rządu Prawa i Sprawiedliwości Polska wyszła z inicjatywą wzmocnienia wschodniej flanki NATO (Warszawa–Bukareszt–Ankara), pewnie mało kto w Kwaterze Głównej Paktu Północnoatlantyckiego zdawał sobie sprawę, jak ważna za parę lat będzie wschodnia granica NATO – jak określają to Anglosasi – czy OTAN, jak nazywają go Francuzi.
Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem zwrócił uwagę, że nie można traktować rozdzielnie kolejnych kryzysów w Europie: energetycznego, szantażu gazowego wobec Mołdawii, kryzysu migracyjnego na granicy z Polską, Litwą i Łotwą, koncentracji wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą.
Widok sędziów, oklaskujących wystąpienie polityka i skandujących „zjednoczona opozycja” na fecie antyrządowego ugrupowania, bulwersuje. W teorii mamy prawo do uczciwego procesu, w praktyce bywa z tym… różnie