Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Piotr Lisiewicz,
11.04.2019 21:27

Załatwiacze, sędziowie sprzedajni i niebezpieczne partie golfa

„Gwarancje niezawisłości mogą również chronić sędziów sprzedajnych” – pisał 14 lat temu sędzia Michał Laskowski, obecny rzecznik prasowy Sądu Najwyższego. Brak kary dla komunistycznych sędziów prowokuje nieetyczne zachowania, przy sądach działają załatwiacze, a zagrożeniem dla niezawisłości sędziów bywają partie golfa, tenisa czy myślistwo. Eliminowanie sędziów „podatnych na wpływy” jest często niemożliwe. Taki obraz polskich sądów wyłania się z tekstu sędziego Laskowskiego, wydanego w niszowym wydawnictwie. Gdyby sędzia kierował się tym, co wtedy pisał, bardziej nadawałby się dziś na rzecznika Jarosława Kaczyńskiego niż Sądu Najwyższego.

Ówczesny niezwykle ciekawy artykuł sędziego, choć obwarowany wieloma zastrzeżeniami, wprowadza czytelnika w mroczny świat wymiaru sprawiedliwości III RP. Wielu może przecierać oczy ze zdumienia, zważywszy na obecną funkcję i wypowiedzi autora.

Bo sędzia Michał Laskowski jako rzecznik prasowy SN zasłynął m.in. obroną sędziego Józefa Iwulskiego. Gdy na jaw wyszło, że orzekał on w procesach politycznych, do czego się nie przyznawał, Laskowski mówił w radiu Tok FM: – Trudno mi to wyjaśnić inaczej niż tym, że nie pamiętał. Znamy go od wielu lat jako bardzo prawego, uczciwego człowieka.

Gdy premier Mateusz Morawiecki na łamach amerykańskiego tygodnika „Washington Examiner” napisał, że polski wymiar sprawiedliwości sprzyja nepotyzmowi i korupcji, Laskowski stwierdził, że „jeśli premier wie o przypadkach korupcji czy innej przestępczej działalności sędziów, (…) to powinien jak najszybciej zgłosić się z tymi informacjami do prokuratury. Do prokuratury, a nie do amerykańskich mediów”.

Laskowski: Komunistyczni sędziowie nie zostali potępieni publicznie

Tymczasem w 2005 r. Laskowski napisał artykuł, w którym wskazywał na podobne zagrożenia co premier Morawiecki. Z tym że opisywał je zdecydowanie szerzej. Artykuł sędziego zatytułowany „Korupcja w polskich sądach powszechnych – zagrożenia i fakty” ukazał się w 2005 r. w książce pod redakcją Emila W. Pływaczewskiego „Przestępczość zorganizowana. Świadek koronny. Terroryzm”, wydanej przez wydawnictwo Zakamycze.

Autor zauważa na wstępie, że przekonanie o skorumpowaniu sędziów nie dotyczy wąskiego marginesu, a nawet że jest dość powszechne i większe aniżeli w wielu krajach Europy. Tymczasem znaczna część sędziów odmawia dyskusji na ten temat. Dlaczego? Uważa, iż samo omawianie tematu może bowiem stwarzać wrażenie, że zjawisko istnieje, jest groźne i dalece wykracza poza skalę pojedynczych ujawnionych przypadków.

Sędzia Laskowski, odnosząc się do jakości sędziowskich kadr, bardzo ostrożnie pisze o ich komunistycznym rodowodzie, niemniej podkreśla, iż nie można ignorować faktu, że znaczna część sędziów orzekających obecnie została przygotowana do zawodu i stała się sędziami w czasie trwania poprzedniej formacji ustrojowej, w której w mniejszym lub większym zakresie wpajano sędziom system wartości odbiegający od akceptowanego obecnie.

Gdy pominie się ową gimnastykę słowną (komunizm jako system wartości odbiegający od akceptowanego obecnie) i sugestie, że chodzi o sędziów „pojedynczych”, można stwierdzić, że Laskowski posługuje się sztandarowym argumentem… „Gazety Polskiej”: „Fakt, że w odniesieniu do sędziów nie miała jednak miejsca rzeczywista weryfikacja i że nawet obecnie orzekają pojedyncze osoby, które przed laty wydawały orzeczenia pod dyktando lub oczekiwania ówczesnych decydentów politycznych, może (…) stanowić swego rodzaju usprawiedliwienie dla współczesnych nieetycznych zachowań na zasadzie, że skoro oni nie ponieśli konsekwencji, skoro nawet nie są potępieni publicznie, to czemu ja mam prezentować najwyższy poziom etyczny”.

Kto walczy z korupcją, może mieć kłopoty z awansem

Opisując stan kadrowy sądów po transformacji, sędzia stwierdza: „w wielu sądach może brakować sędziów, którzy (…) byliby niekwestionowanymi autorytetami dla młodych sędziów”.

Wskazuje na działanie w zawodzie osób niewłaściwych: „Obok braków merytorycznych, w znaczeniu wiedzy prawniczej, zdarzały się braki odpowiednich cech charak-teru, słabe osobowości, osoby nierzetelne, podatne na wpływy”. Co robią z tym same sądy? Laskowski niczym Zbigniew Ziobro stwierdza, że eliminowanie takich przypadków jest w świetle obowiązujących przepisów trudne, często niemożliwe. A obecne gwarancje niezawisłości mogą również chronić sędziów sprzedajnych. Co ciekawe, podkreśla jednocześnie potrzebę ich obrony.

Jak przyznaje, sędziowie, którzy próbują walczyć z nieprawidłowościami, mogą ponosić przykre konsekwencje: „Etykieta donosiciela w środowisku może na wiele lat zaburzyć stosunki koleżeńskie lub możliwość awansu, co nie pozostaje bez wpływu na postawę sędziów”.

Sitwy w mniejszych miastach

Sędzia Laskowski opisuje ciekawie to, co w publicystyce dobrej zmiany nazywane jest lokalnymi sitwami prawniczymi. Wskazuje, że istotnym czynnikiem potęgującym niebezpieczeństwo korupcji jest istnienie silnych struktur o charakterze towarzyskim, koleżeńskim w środowiskach prawników i ludzi z nimi związanych.

Jak zwraca uwagę, „drobne przysługi wobec sędziego w postaci pomocy w załatwieniu życiowych spraw, zaproszenia do lokalu lub wspólnej partii tenisa czy golfa sprzyjają powstaniu niezręcznego stosunku, w którym trudno odmówić później drobnym, błahym na pozór prośbom”.

Jak to działa? „Utrzymywane stosunki towarzyskie, wspólne zajęcia, sport, myślistwo (…) to okoliczności, które mogą stanowić podstawę nawiązywania stosunków, w których możliwym wydaje się przedstawienie sędziemu próśb lub wniosków związanych z toczącym się postępowaniem czy przewidywanym rozstrzygnięciem” – pisze sędzia. Na końcu takiego procesu „pojawić się może odrzucona lub przyjęta propozycja o charakterze przestępczym”.

Sędzia potwierdza także tezy „Gazety Polskiej”, że najgorzej bywa w sądach w mniejszych miastach, w których w stosunkowo niewielkim sądzie funkcjonuje kilku sędziów, adwokatów i radców prawnych, prokuratorów i notariuszy, i wszyscy doskonale się znają.

Załatwiacze, czyli układ i rynek

Chyba najciekawsza jest analiza sędziego dotycząca istnienia przy sądach tzw. załatwiaczy. „W sądach, w których duży stan zaległości w pewnych kategoriach spraw utrzymuje się latami, pojawiać się może grupa osób podejmujących się za odpowiednim wynagrodzeniem przyspieszenia sprawy. Osoby takie mogą działać w sposób prawie jawny, a w każdym razie łatwo do nich dotrzeć” – pisze Michał Laskowski.

Opisuje mechanizmy działania takiej sitwy. Ocenia: „osoby podejmujące się »załatwiania« różnego rodzaju spraw w sądzie rekrutować się mogą spośród przedstawicieli zawodów prawniczych związanych z sądem i byłych pracowników sądu”. Nie musi wcale chodzić o pojedyncze przypadki, ale o system: „Układy towarzyskie lub rodzinne »załatwiacza« z pracownikiem sądu, dzielenie się opłatą za przyspieszenie mogło stwarzać trwale funkcjonujący układ przynoszący regularne dochody”.

Jak budują swoją pozycję załatwiacze? „W środowiskach prawniczych funkcjonują osoby, o których krążą opinie, że wiele mogą, potrafią załatwić wiele spraw, także spraw trudnych, w których szansa na osiągnięcie korzystnego z punktu widzenia strony wyniku jest obiektywnie mała” – zaznacza Laskowski. Pisze wręcz o… rynku załatwiaczy: „Renoma osób, które potrafią »załatwić« sprawę w sądzie pozwala bowiem być bardziej konkurencyjnym na rynku lub w ogóle na nim egzystować. Wydaje się jednocześnie, że za pomocą prostych środków nieetyczny adwokat lub radca prawny zawierający umowę z klientem, negocjujący wysokość wynagrodzenia, może, nie mówiąc niczego wprost, stwarzać wrażenie, że sprawa jest na tyle trudna lub wyjątkowa, że konieczne jest podjęcie dodatkowych zabiegów, co spowoduje dodatkowe koszty. Po choćby w części pozytywnym dla klienta wyniku sprawy będzie on szczerze przekonany, że stosowne korupcyjne działania zostały podjęte i przyniosły efekt”.

Biegli szansą przestępczości zorganizowanej

Niezwykle ciekawe są uwagi sędziego na temat zagrożeń związanych z biegłymi sądowymi. Wskazuje on na dziedziny, w których biegły łatwo może wprowadzić sąd w błąd: „Zawiłe i obszerne badania dokumentacji finansowej, problematyka medyczna, w tym psychiatryczna”. Laskowski sugeruje, że dla przestępczości zorganizowanej zainstalowanie przy sądach własnych biegłych nie byłoby trudne: „Praktycznie rzecz biorąc, działanie prezesa sądu ogranicza się do sprawdzenia dokumentów przedstawionych przez kandydata na biegłego, w tym opinii z miejsca pracy. Istnieje zatem teoretyczna możliwość nie tylko ustanowienia w konkretnej sprawie, ale i wpisania na listę stałych biegłych sądowych osoby, która jest podatna na propozycje korupcyjne. Środowisko biegłych sądowych może stanowić jednocześnie obszar penetracji przestępczości zorganizowanej”.

Tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” Numer 12 (1336)/2019
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane