Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Wspólna sprawa – klęska Moskwy

Tylko od nas zależy, czy ziszczą się słowa Zełenskiego wypowiedziane w Warszawie. Że odpowiedzialność za Bykownię, Katyń, Buczę i Smoleńsk będzie rodziła konsekwencje polityczne, w ramach których nie będzie powrotu do rosyjskiej dominacji w Europie Środkowej i Wschodniej.

Za nami pierwsza oficjalna wizyta zagraniczna prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego od momentu rosyjskiego ataku na jego kraj. W Polsce Zełenski spotkał się zarówno z zamieszkującymi tu obywatelami Ukrainy, jak i z Polakami. W swoim wystąpieniu mówił o tym, że Polska i Ukraina są państwami, które pozostają „zjednoczone”, a „polskie i ukraińskie serca” wspólnie biją za wolność i niepodległość naszych krajów. Polska – o czym z kolei mówił w czasie tej wizyty prezydent Andrzej Duda – nie tylko stanowi zaplecze logistyczne i humanitarne dla prowadzącego walkę o swoje istnienie państwa, lecz także jest kluczowym elementem dyplomatycznego wsparcia dla naszych sąsiadów, które wprost wpływa na pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Polska wizja drogi wyjścia z trwającej zbrodniczej rosyjskiej wojny na Ukrainie krańcowo różni się od tego, co przynajmniej część państw Europy prezentuje w kolejnych odsłonach dyplomatycznych rozgrywek. Prezydent Francji Emmanuel Macron – który znaczną część 2022 roku spędził na linii telefonicznej z poszukiwanym listem gończym zbrodniarzem wojennym z Kremla, który zamiast prowadzić te rozmowy, wolał ćwiczyć na siłowni i grać w hokeja – wyruszył do Pekinu. Do stolicy innego totalitarnego imperium, w celu, jaki trudno traktować poważnie. Macron miał szukać w Pekinie – przynajmniej oficjalnie – zapewnienia, że Xi Jinping wycofa swoje poparcie dla Rosji. Jak poszło? Tak jak należało się spodziewać… Chińscy komuniści powiedzieli, że nie wspierają przecież Rosji, ale stwierdzili jednocześnie, że „obie strony” w tym „konflikcie” mają swoje obawy związane z bezpieczeństwem, z czego jasno wynika, że są na tej samej pozycji. To tak jakby uznać, iż ten, kto w domu został napadnięty i okradziony, jest w takiej samej sytuacji jak ten, kto do domu się włamał, pobił i zamordował część mieszkańców oraz obrabował ich z majątku. Tak właśnie należy rozumieć „plan pokojowy”, z którym kilka tygodni temu Xi przyjechał do Moskwy. W nim wprost znajdowało się wskazanie, że stan rzeczy należy utrzymać. Że Rosja może zachować Krym i okupowane terytoria, a Ukraina ma się w tej sprawie poddać. To jednoznaczne i oczywiste wsparcie Rosji, niezależnie od tego, że chińscy dyplomaci w Unii Europejskiej mówią, iż chińsko-rosyjski sojusz „bez ograniczeń” jest tylko chwytem retorycznym. Nie jest. To tradycyjny sojusz państw, które dzielą wspólny cel. Obalenie globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych. O tym w dzisiejszym świecie marzą również niemieccy i francuscy kreatorzy polityki zagranicznej. Ale sen o niemieckiej dominacji i geopolitycznej grze trudno jest śnić w czasie, kiedy Niemcy w wyniku decyzji kończących II wojnę światową mają na swoim terytorium wojska armii, która podbiła ich kilkadziesiąt lat temu. Nawet jeśli dzisiaj oficjalne wypowiedzi niemieckich polityków tej sprawy nie podnoszą, to fakt pozostaje faktem. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy powodami, dla których amerykańskie wojska znajdują się na przykład w Polsce (to efekt woli politycznej Polaków), a ich obecnością na terenie Niemiec. Tam są w efekcie przegranej przez Niemcy wojny. Polacy dążyli konsekwentnie do amerykańskiej obecności ze względu na zagrożenie rosyjskie. I właśnie to zagrożenie jest powodem, dla którego przyjeżdżając do Warszawy, ukraiński prezydent mówi o wspólnocie. Ta zbudowana jest na strategicznym zagrożeniu, które od kilkuset lat płynie dla naszych narodów z tego samego kierunku. I tylko od nas zależy, czy ziszczą się słowa wypowiedziane przez Zełenskiego w Warszawie. Że odpowiedzialność za Bykownię, Katyń, Buczę i Smoleńsk będzie rodziła konsekwencje polityczne, w ramach których nie będzie powrotu do rosyjskiej dominacji w Europie Środkowej i Wschodniej. Droga do tego wiedzie wyłącznie przez militarną klęskę Moskwy, która jest i powinna być wspólnym interesem państw naszego regionu.

 



Źródło: Gazeta Polska

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Michał Rachoń
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo