Było to połączenie standardów starej kultury i potrzeby na rosnący liberalizm. Taka moda pojawia się zawsze w bogatych, rozwiniętych społeczeństwach, które nie czują się zbyt zagrożone. Oprócz problemów etycznych i socjologicznych tego typu potrzeby są wykorzystywane przez zewnętrzne siły do osłabienia lub rozbicia demokratycznych społeczeństw. Przez dziesiątki lat kraje nieakceptujące naszej cywilizacji wręcz inwestowały w patologizowanie potrzeb. Zaowocowało to wzrostem narkomanii, kryzysem rodziny, a wraz z nim kryzysem demograficznym, promocją ideologii, które wkraczały w gospodarkę, naukę i rodzinę. Efekty widać w Europie – starzeje się, gospodarczo stacza, a coraz dziwniejsze projekty ideologiczne zaczyna chronić za pomocą działań administracyjnych i bezczelnej cenzury. Wraz z gospodarkami i demografią w Europie zaczyna usychać demokracja. USA też były poddane temu procesowi. W ostatnich miesiącach widać, że to szaleństwo można jednak powstrzymać.
USA wracają do zdrowia
Nasza cywilizacja wymusza presję na tworzenie i trzymanie się tworzących ją standardów: to coś, co kiedyś nazywano europejskością, zanim to pojęcie się zupełnie zdewaluowało, a za oceanem – amerykańskim stylem życia.