Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki,
12.10.2020 15:00

Unijny kij praworządności – wbrew faktom, przeciw Polsce…

Władze RP deklarują otwartość na dialog z instytucjami Unii i państwami członkowskimi, ale na sprawiedliwych i równych dla wszystkich krajów UE zasadach. W kwestii powiązania subiektywnej oceny stanu praworządności w danym kraju z pieniędzmi z Unii Europejskiej Polska… poprze wszelkie inicjatywy, o ile będą one zgodne z literą i duchem traktatów europejskich. Niestety trzeba dziś Unii przypomnieć to, co stanowi jej fundament prawny, czyli właśnie traktaty. 

Przypomnijmy, że artykuł 5, ustęp 2 traktatu o Unii Europejskiej (TUE) mówi jednoznacznie, że „Unia używa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez państwa członkowskie w traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w traktatach należą do państw członkowskich”. Bruksela, jak widać, wyciera sobie buty prawem, które sama ustanowiła.

Traktaty o UE: brak definicji „praworządności”

Z kolei artykuł 4, ustęp 2 TUE mówi, że „Unia szanuje równość państw członkowskich wobec traktatów, jak również ich tożsamość narodową nierozerwalnie związaną z ich podstawowymi strukturami politycznymi i konstytucyjnymi, w tym w odniesieniu do samorządu regionalnego i lokalnego”. Warto też podkreślić, że praworządność jako taka nie została w sposób jednoznaczny i uniwersalny zdefiniowana w traktatach europejskich – choć tak często jest przywoływana jako swoisty polityczny baseball.

Władze RP deklarują otwartość na dialog z instytucjami Unii i państwami członkowskimi, ale na sprawiedliwych i równych dla wszystkich krajów UE zasadach. Dowodem, że nie są to czcze deklaracje, jest konstruktywne zaangażowanie Polski w prace Komisji Europejskiej nad raportem o przestrzeganiu praworządności w krajach Unii. Poparliśmy propozycję prezydencji Niemiec prowadzenia na Radzie UE dyskusji poświęconej poszczególnym krajom zgodnie jednak z porządkiem alfabetycznym. Jednocześnie polski rząd mocno podkreśla konieczność opierania się podczas dyskusji „praworządnościowej” na tych samych kryteriach w odniesieniu do każdego z państw członkowskich. Chodzi o uniknięcie sytuacji „selektywnej sprawiedliwości”.

Pseudopluralizm à la Bruksela

Ani Komisja Europejska, ani Parlament Europejski nie mogą w tych raportach czy debatach powielać (!) już istniejących unijnych mechanizmów dotyczących praworządności. Tak samo procedury UE o charakterze stricte politycznym (art. 7 TUE) nie mogą być sprzeczne z zasadami prawnymi, czyli np. sprawami przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej z siedzibą w Luksemburgu czy postępowaniami dotyczącymi potencjalnych naruszeń prawa Unii Europejskiej.

Polski rząd w sposób jednoznaczny kwestionuje metodologię wykorzystaną przez Komisję Europejską podczas przygotowywania wspomnianego już „raportu praworządnościowego”. Raport ów, poza elementami obiektywnymi, sprawozdawczymi, zawiera wiele elementów ocennych, subiektywnych, i to bez jednoznacznego, precyzyjnego ich wyjaśnienia. Szczegółowa analiza źródeł wykorzystanych przez Komisję Europejską wykazuje, po pierwsze, brak zróżnicowania tychże źródeł, a po drugie przyjęcie z góry określonych założeń. Komisja Europejska oparła się w zasadzie wyłącznie na wydawnictwach o poglądach lewicowych lub liberalnych. Nie informuje jednocześnie o innych punktach widzenia czy faktach niezgodnych z przyjętym założeniem. Przypomina to znane powiedzenie: „Jeśli takie są fakty, to tym gorzej dla faktów”. Również przytaczane orzecznictwo dawnego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, przekształconego w Trybunał Sprawiedliwości UE, jest prezentowane w znaczącym oderwaniu od całokształtu dorobku tegoż luksemburskiego trybunału. 

Zmiany w polskim sądownictwie zgodne z dorobkiem prawnym UE

Polska odrzuca oceny zawarte w raporcie Komisji Europejskiej. Zmiany dokonane w polskim sądownictwie w 2017 r. były przeprowadzane tak, aby zapewnić zgodność polskiej regulacji z wartościami wspólnymi dla wszystkich krajów członkowskich Unii. Kolejne systematyczne reformy sądownictwa w naszym kraju zostały wprowadzone do polskiego porządku prawnego zgodnie z aquis communautaire, czyli unijnym dorobkiem prawnym. Polska przestrzega wiążących orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE. Świadczy o tym choćby ustawa przyjęta 2019 r. przez Sejm RP, która wprowadziła liczne zmiany w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych czy Ustawie o Sądzie Najwyższym – co jest konsekwencją wyroku TSUE z 13 listopada 2019 r. Można powiedzieć, że nasze państwo bardzo szybko wprowadziło owe orzeczenia TSUE, bo zaledwie w ciągu miesiąca i jednego dnia. Zmieniło także wiele przepisów, które były kwestionowane przez Komisję Europejską. Były to sprawy C-619/18 (chodziło o niezawisłość Sądu Najwyższego) i C 192/18 (dotyczyło niezawisłości sądów powszechnych). Co więcej, Polska podjęła niezbędne kroki w celu wykonania postanowienia TSUE z 8 kwietnia 2020 r. (C- 791/19) – Komisja Europejska przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej. Wydano je w sprawie zastosowania środków tymczasowych nakazujących polskiemu rządowi zawieszenie działania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Skądinąd uwagi Komisji Europejskiej w odniesieniu do składu Krajowej Rady Sądownictwa, uwaga, lekceważą implikacje płynące z orzecznictw… Trybunału Sprawiedliwości UE. Brukselska Komisja kompletnie zignorowała wyrok TSUE z 9 lipca 2020 r. w sprawie T-272-19 VQ versus Kraj Związkowy Hesja, w którym TSUE przesądził, że sama li tylko przewaga liczebna członków wybranych przez legislatywę w organie uczestniczącym w procesie powoływania sędziów nie godzi w zasadę podziału władz, która stanowi podstawę demokratycznego państwa prawa. Co więcej, jest ona zgodna z obowiązującymi w tej dziedzinie standardami międzynarodowymi i europejskimi.

Kapiszony Komisji Europejskiej

Wbrew stanowisku Komisji Europejskiej efektywność pracy w polskich sądach utrzymuje się na stabilnym poziomie. Komisja, niczym propagandzista czy felietonista, wybiórczo powołała się na dane tzw. unijnej tablicy wyników pomiaru sprawiedliwości (Justice Scoreboard 2020). Wyciągnięto dane mniej korzystne dla Polski, a nie uwzględniono danych korzystnych. Pod względem czasu rozpoznawania spraw cywilnych i gospodarczych nasz kraj zajmuje 15. miejsce wśród 27 krajów członkowskich Unii. Ciekawe, że 12 państw, które są za nami, nie jest z tego powodu stawiane pod pręgierz. Pominięto jednocześnie fakt, że pod względem rozpoznawania spraw administracyjnych Polska jest na bardzo wysokim, czwartym miejscu wśród UE-27.

Na koniec parę słów o mediach. W owym raporcie Komisja Europejska przyznaje fakt niezależności KRRiT, ale troszczy się o niezależność Rady Mediów Narodowych. Co zaś do pluralizmu politycznego w polskich mediach, to raport „Media Pluralism Monitor 2020” stwierdza, że właściciele największych mediów w Polsce nie mają jawnych powiązań z partiami politycznymi – tymczasem w innych krajach członkowskich UE można wskazać na silniejsze związki mediów, np. z partią rządzącą.

W jeszcze jednym obszarze KE rozminęła się z rzeczywistością: chodzi o proces tworzenia prawa i przyspieszonej legislacji. Owa szybka ścieżka legislacyjna może być stosowana w przypadku poselskich inicjatyw ustawodawczych. Tu fakty przeczą zarzutom Komisji Europejskiej. Oto bowiem w 7. kadencji Sejmu (lata 2011–2015) poselskie inicjatywy ustawodawcze (z nimi związana jest „szybka ścieżka”) miały miejsce 241 razy, gdy tymczasem za rządów PiS, podczas 8 kadencji Sejmu (lata 2015–2019), liczba ta… spadła do 184.

Jednym słowem Bruksela strzela z kapiszonów…
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE