Gdy czyta się raporty o tym, jak drogo będzie w Unii Europejskiej za kilka lat, kiedy już przyspieszymy w walce z dwutlenkiem węgla, to uderza jedna rzecz: wszystko i za każdym razem najbardziej bije w Polskę. ETS2 ma sprawić, że wzrosną ceny ogrzewania domów.
Największy wzrost w Europie ma być w Polsce. W skrajnie negatywnym scenariuszu przeciętne gospodarstwo domowe wyda ponad 1000 euro rocznie więcej na ogrzewanie. To jakieś 4,5 tys. zł co rok. To jednak nie koniec. Nasze domy będą musiały być zeroemisyjne. Każdy właściciel nieruchomości będzie więc musiał znów wyłożyć ze swojej kieszeni pieniądze. W przyszłym roku za sprawą ETS1 mamy mieć najdroższą energię w Europie. Dwa razy droższą od Francuzów. Ponownie dostaniemy po kieszeni, a nasza gospodarka spadnie. Dociśnięci też zostaniemy umową z Mercosurem. Na tym dealu również wychodzimy najgorzej ze wspólnoty. W kolejce czekają już umowy z Indiami i Australią. Też w nas uderzą. Dotykają nas także dyrektywy dotyczące pochłaniania CO₂ i odbudowy mokradeł. UE próbuje uregulować każdy aspekt życia i wtrąca się do wszystkiego. A później jest lament i pytanie, skąd tylu eurosceptyków. Dlaczego 24,5 proc. Polaków chce już wyjścia z UE? Przecież wspólnota daje pieniądze. Przecież nadal więcej bierzemy, niż wpłacamy. Niby tak, ale przypomnę jednak, że pula korzystających spada. No bo co mnie obchodzi, że jakaś Kryśka kupiła sobie jacht z KPO, a inna Maryśka wyremontowała klub go-go? Nie buduje to już mojego euroentuzjazmu. Myślę, że nie tylko mojego. Przez ostatnie lata Komisja Europejska zrobiła wszystko, aby zbudować środowiska antyunijne w Polsce. Ostatnim akcentem było bezczelne mieszanie się do kampanii wyborczej i wzięcie na politycznego zakładnika pieniędzy z KPO. Objawili się jako stado szulerów. Z nimi nie tworzy się długotrwałych związków.