Wystawienie w roli Palikota (tyle że bluzgającego z kartki) Jażdżewskiego czy mające PR-owy ładunek uwagi o tym, jakim organem ciała są Węgry, pokazały, że nie można się po Tusku spodziewać niczego poza argumentami, które przegrały w 2015 r. Jeśli dostałby władzę, nasza polityka znów zaludni się typkami finansowanymi za niemieckie pieniądze, plującymi na świętości i rozkładającymi naszą tożsamość, i tak zagrożoną przez islam oraz śmieci kultury masowej. Powróci manipulowanie zwykłymi Polakami za pomocą PR zamiast poprawy ich bytu. Tuskowi pozostała jego główna zaleta, czyli „bajera”, umiejętność przemawiania (choć luz jakby mniejszy). Ale nic do niej nie dołożył i wydaje się archaiczny niczym Komorowski w 2015 r.