Są publicyści, którzy mają swoich czytelników za debili, którzy uwierzą, że akcję wchodzenia do mieszkań prezydenta, byłego szefa BBN i dziennikarzy Republiki zorganizowała nie władza, lecz nastoletni hakerzy. Robią to, mimo że nawet z przeciwnej strony słyszeliśmy trochę głosów protestu, a jeszcze więcej było pełnego zakłopotania milczenia.
Ale są tacy, co najgorsze brednie władzy powtarzają bez śladu żenady, nie martwiąc się, że wyjdą na idiotów. A może nawet na to licząc, bo wolą być uznani za idiotów niż agentów służb, którym teksty piszą oficerowie prowadzący. I to są zawsze te same nazwiska. To ludzie, którzy pchają Polskę na równię pochyłą, za którą jest rzeczywistość państw Putina i Łukaszenki, gdzie podobne wjazdy na chatę odbywały się 20 lat temu. Ogromna odpowiedzialność spoczywa na dziennikarzach z prawa i lewa, by ich wyeliminować z zawodu. Bo za chwilę może być za późno.