Każdy królewski ślub wymaga, rzecz jasna, spojrzenia na takie wydarzenie z punktu widzenia polityki. Z jakiego rodu władca, z jakiej dynastii małżonka – oto ważne kwestie, jakie każdy historyk weźmie na warsztat, gdy mówić będzie o królewskich ślubach. Ale ten ślub, który odbył się 18 lutego 1386 roku w katedrze na Wawelu, miał dla Polski znaczenie fundamentalne. Już nie tylko polityczne, lecz także cywilizacyjne, a jego skutki w jakiejś mierze odczuwamy do dzisiaj. Chodzi o to, że na ślubnym kobiercu stanęli 12-letnia Jadwiga z dynastii Andegawenów (od dwóch lat będąca już formalnie królem Polski) oraz Władysław Jagiełło, wielki książę litewski, który trzy dni wcześniej przyjął chrzest.
Zaczynała się wspólna „podróż przez historię” dwóch państw i dwóch narodów – polskiego i litewskiego, które przez kolejne pieczętowanie tego politycznego „ślubu” narodów tworzyć miały unię, stanowiącą sens i treść Rzeczypospolitej. Jak spojrzeć na ten ślub z dzisiejszej perspektywy? Otóż na myśl nam przyjdą te wyobrażenia, które każdy Polak wynosi i z domu, i ze szkoły. Będzie tam i Horodło, i Grunwald, kiedy krzyżacka moc doznała upokorzenia ze strony Polaków i Litwinów. Będzie tam także Paweł Włodkowic na soborze w Konstancji, udowadniający w procesie sądowym, że to właśnie Polacy i Litwini, a nie niemieccy Krzyżacy, w prawdziwy sposób krzewią Ewangelię (słowem i czynem pełnym miłości, a nie mieczem). Ale też znajdzie się tam miejsce dla wspólnej walki z zaborcami w kolejnych powstaniach w wieku XIX czy też los narodów doświadczonych piekłem bolszewizmu i okupacją sowiecką. Nie byłoby tej ostatniej wizyty polskiego prezydenta Karola Nawrockiego w Wilnie i wspólnego z prezydentem Litwy pochylania głowy w szacunku dla czynu powstańców. Nie byłoby Cmentarza na Rossie. I grobowca, na którym wyryto napis: „Matka i serce syna”… Tego wszystkiego by nie było i w naszych duszach, gdyby nie ów ślub z 18 lutego 1386 roku…