Obiecaliśmy i rozdaliśmy. Obiecujemy jeszcze to i tamto: płacę minimalną, trzynastą emeryturę etc. Tak się stanie, jesteśmy wiarygodni. Wynik wyborczy nie okazał się adekwatny do polityki sprawiedliwości społecznej, zainicjowanej przez gabinet Beaty Szydło, oraz do sukcesów gospodarczych, którymi zasłużył się rząd jej następcy Mateusza Morawieckiego. Dlaczego? Wiarygodność chadza w zbiorowości elektoratu swoimi drogami. Trudno zaprzeczać, że daje się nieść kanałami, które drąży propaganda telewizyjna... Tyle że trafia ona z ostrym nurtem perswazji do żelaznego elektoratu. A prócz tego do biernych obserwatorów życia, nie do poszukujących obywateli. Wiarygodność lubi łagodną retencję – lubi niezależną opinię, zabiega o autorytety niesterowane z partyjnej centrali. Słowem, droga władzo, ona wierzy w autentyczne społeczeństwo obywatelskie.
Słowo o wiarygodności
Platforma jak obiecała... to obiecała, Prawo i Sprawiedliwość zaś obiecało i dało. W kulminacyjnej fazie popularności partii rządzącej to stwierdzenie stało się porzekadłem. Domyślam się, że i urzędnicy rządowi słyszeli je bardzo często, bo na opoce wiarygodności Zjednoczona Prawica osadziła swoją kampanię wyborczą.