To jednak nie Chiny w tym momencie powinny być największym zmartwieniem Białego Domu i republikanów przed jesiennymi wyborami do Izby Reprezentantów i Senatu. Takowym są niepokojące sondaże i koszty życia w USA, wliczając w nie ceny benzyny.
Miliardy dolarów w obrocie
W trakcie podróży prezydent Donald Trump oświadczył, że Chiny zaoferowały pomoc w sprawie Iranu, choć – jak przyznał – Ameryka tego nie potrzebuje, bo sama zakończy wojnę. Zapewniał, że Pekin nie będzie więcej wysyłał broni Teheranowi.
Sekretarz stanu Marco Rubio oznajmił z kolei, że USA i Chiny są zgodne co do tego, iż cieśnina Ormuz – którą Iran zamknął dla tankowców przewożących ropę – nie powinna zostać zmilitaryzowana, lecz ponownie otwarta, a także że Iran nie może wejść w posiadanie broni jądrowej. Być może USA zamierzały wywrzeć nacisk na Chiny, by te skłoniły Iran do ponownego otwarcia cieśniny, jednakże oficjalne komunikaty ze spotkania niemal całkowicie pomijały wypowiedzi strony chińskiej na ten temat.
Jeszcze przed wylotem Trumpa do Pekinu chińska ambasada w Waszyngtonie przedstawiła cztery kluczowe kwestie, które – jej zdaniem – nie powinny być poruszane podczas spotkania z Xi Jinpingiem. Do tych spornych punktów zaliczały się: „kwestia Tajwanu”, „demokracja i prawa człowieka”, „drogi rozwoju i systemy polityczne” oraz „prawo Chin do rozwoju”.
W stolicy Chin było dużo kurtuazji i mniej konkretów. Obaj przywódcy mogą się spotkać jeszcze w tym roku… cztery razy.
W wywiadzie dla telewizji Fox News Trump poinformował, że w kwestii Tajwanu „nie podjęto żadnych zobowiązań”, i dodał, iż zależy mu na tym, aby Chiny i Tajwan „ochłonęły”. W tym samym czasie przedstawiciele obu partii w Kongresie wezwali prezydenta do zatwierdzenia sprzedaży broni Tajwanowi o wartości 14 mld dolarów. Trump zachował jednak w tej kwestii dwuznaczność: „Mogę to zrobić. A mogę tego nie zrobić”.
Stany Zjednoczone i Tajwan łączą formalne porozumienie znane jako „Sześć gwarancji” – zbiór sześciu niewiążących zapewnień dotyczących polityki USA, uzgodnionych w 1982 r., za rządów administracji Ronalda Reagana. Druga z gwarancji stanowi, że Stany Zjednoczone nie będą konsultować się z Chinami w sprawie sprzedaży broni Tajwanowi.
Chińczycy ostrzegali USA przed wspieraniem suwerenności Tajwanu, jako że uznają go za jedno ze swoich terytoriów. Xi przekazał Trumpowi, że „całość” relacji amerykańsko-chińskich stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby „kwestia tajwańska” nie została właściwie rozwiązana.
Podczas szczytu zawarto pakiet porozumień. Chiny zgodziły się na złożenie dużego zamówienia obejmującego od 400 do 450 silników odrzutowych firmy GE Aerospace oraz 200 samolotów od Boeinga, z opcją zakupu kolejnych 750 maszyn. Obaj przywódcy zawarli również porozumienia w sektorze rolnym; obejmują one m.in. zakup przez Chiny soi o wartości miliardów dolarów. Co ważne, nie ma sygnałów, aby o Ukrainie padło chociaż jedno słowo.
Rosną ceny paliw
Amerykański prezydent udał się do Chin w momencie, kiedy sondaże wykazują powszechny pesymizm co do kierunku, w którym zmierza gospodarka kraju, bowiem wielu obywateli odczuwa na własnych portfelach problemy finansowe i stres związany z domowym budżetem.
Na przykład badanie CBS News/YouGov wykazało, że ogólny wskaźnik akceptacji pracy Trumpa wyniósł 37 proc., podczas gdy 63 proc. respondentów wyraziło dezaprobatę, w tym 52 proc. zdecydowanie ją dezaprobowało.
W kwestiach ekonomicznych Trump uzyskał jeszcze niższe noty. Tylko 33 proc. respondentów pochwaliło jego sposób zarządzania gospodarką, a 67 proc. nie. W kwietniu inflacja gwałtownie wzrosła do poziomu 3,8 proc., przewyższając wcześniejsze oczekiwania.
Koszty utrzymania także wzrosły, jako że ceny benzyny i ropy utrzymują się na wysokim poziomie z powodu wojny z Iranem. Ceny paliw są wyższe o 50–52 proc. od początku wojny, przy czym średnia krajowa osiągnęła poziom 4,54 dolara za galon, wzrastając z 2,98 dolara sprzed wybuchu konfliktu.
Nie za bardzo wiadomo, w jakim kierunku pójdzie sytuacja na Bliskim Wschodzie. Niedawno Donald Trump ostro skrytykował najnowszą irańską propozycję pokojową, określając ją jako „całkowicie nieakceptowalną”, co skłoniło głównego irańskiego negocjatora do wezwania USA, by przyjęły tę propozycję, w przeciwnym razie amerykańscy podatnicy będą musieli „za to zapłacić”.
W tym samym czasie, gdy ludzie odczuwają dotkliwe skutki wysokich cen paliw, Trump – tuż przed wylotem do Chin – oświadczył dziennikarzom, że zajmując się kwestią Iranu „ani trochę” nie myśli o sytuacji finansowej Amerykanów, słowem – że w tej chwili najważniejsze dla niego jest to, aby Iran nie miał broni nuklearnej. Zwolennicy prezydenta – w tym sekretarz Rubio oraz spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson – stanęli w obronie tej wypowiedzi, sam prezydent USA w późniejszym czasie podtrzymał swoje stanowisko, a nawet je zaostrzył.
Chiny wciąż geopolitycznym wrogiem
Wciąż nie wiadomo, kiedy Amerykanie mogą spodziewać się odczuwalnej ulgi na stacjach benzynowych. Sekretarz energii Chris Wright – który w trakcie trwania konfliktu kilkukrotnie prognozował ceny ropy – powiedział, że cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta „najpóźniej w pewnym momencie tego lata”.
Tymczasem Trump wysunął propozycję zawieszenia federalnego podatku paliwowego – inicjatywę, którą poparło również kilku republikańskich parlamentarzystów. Demokraci w przeważającej mierze sprzeciwili się temu planowi, obawiając się, że mógłby on negatywnie wpłynąć na stan Funduszu Powierniczego na rzecz Autostrad (Highway Trust Fund).
Biorąc pod uwagę, że do wyborów śródokresowych pozostało niespełna sześć miesięcy, wysokie ceny paliw na stacjach mogą negatywnie odbić się na wynikach wyborczych Partii Republikańskiej. Sondaże przeprowadzone pod koniec ubiegłego miesiąca sugerują, że większość Amerykanów obarcza Trumpa winą za ten stan rzeczy, a obserwatorzy sceny politycznej ostrzegają przed odwetem ze strony wyborców, wymierzonym w partię przy urnach.
Ma całkowitą rację konserwatywny komentator Ben Shapiro, który pisze tak: „Chiny nie są jedynie geopolitycznym rywalem Ameryki. Są jej geopolitycznym wrogiem – i pozostają nim od momentu ustanowienia chińskiego reżimu komunistycznego w 1949 r. Przez dziesięciolecia amerykańscy przywódcy i elity karmili się iluzją, że ten stan rzeczy można złagodzić lub odwrócić. Richard Nixon nawiązał relacje z Chinami częściowo po to, by odciągnąć Pekin od Związku Sowieckiego. Później zwolennicy globalizacji gospodarczej przekonywali, że włączenie Chin do rynków światowych złagodzi ich politykę. Teoria zakładała, że wolny handel przyniesie ludziom większą wolność. Tak się jednak nie stało”.
Problem w tym, że Amerykanie, którzy w listopadzie pójdą do urn wyborczych, nie będą myśleć o Chinach, ale o cenach benzyny i kosztach utrzymania. Im szybciej republikanie to pojmą, tym dla nich lepiej.