Gdy zło chce osiągnąć swoje cele, zawsze uspokaja, przymila się, czasem upomni, że trzeba mieć odrobinę dystansu i nie brać wszystkiego tak poważnie. Zło duchowe jest geniuszem manipulacji człowiekiem. Zapominamy o tym także wtedy, gdy dajemy mu dostęp do naszego języka. Wulgaryzmy jako „dowcip” czy dowód swobody stają się powoli normą także w języku ludzi, którzy we własnych oczach uchodzą za kulturalnych. „Jestem wolny, więc rzucam mięsem”. Nic nie usprawiedliwia przekleństw, one jak magnes przyciągają zło. Warto przypomnieć, że podczas Powstania Warszawskiego za przekleństwa na barykadzie dowództwo wymierzało kary. Jeszcze niedawno chronienie języka w sferze publicznej i prywatnej uznawano za zwykły obowiązek kogoś, kto się do swojej wiary i kultury przyznawał. Pamiętano, że dobór słów jest nie tylko naszą wizytówka, lecz także chroni przed złem.
Obrona przed złem
Jednym z największych podstępów zła duchowego jest doprowadzenie do bagatelizowania go. W tych dniach widać szczególną aktywność tego zła. I słyszymy uspokajające zaklęcia dorosłych wyciągających pieniądze, by zaopatrzyć swoje dziecko w kolejny gadżet z trupią czaszką: „To przebieranki”, „Dzieci chcą się pośmiać”, „Chcą robić psikusy, to takie niewinne”.