Momentami można było odnieść wrażenie, że to Tusk startuje w przedterminowych wyborach. Ciekawe są dwie sprawy. Po pierwsze, szef rządu ani słowem nie wspomniał o Aleksandrze Miszalskim. A to zdymisjonowany prezydent Krakowa na sztandarach miał inwestycję w metro. Był taki włodarz grodu Kraka, ale już nawet partia o nim nie pamięta. I druga kwestia, bardzo zabawna. W 2024 r. Tusk zarzekał się, że „nie będzie Gdańszczanin i poseł z Warszawy mówił ludziom w Krakowie, kogo mają wybierać”. Przed kilkoma dniami zmienił zdanie: „Przyjechałem dziś do Krakowa, żeby z pełnym przekonaniem powiedzieć: 27 września na prezydenta wybieramy Monikę”. Jedno się nie zmienia: Tusk nie spala się ze wstydu.